Włosowi towarzysze 2012 roku

W związku ze zbliżającym się końcem roku chciałam podsumować swoją pielęgnację włosów. Dużo kosmetyków przewinęło się przez moje ręce. Jedne zapadły w pamięć, inne okazały się być totalnymi bublami. Żeby nie przedłużać oto kosmetyki, które towarzyszyły mi przez cały rok i do których z radością powracałam.


1. SZAMPONY

Do codziennego mycia używałam szamponu Babydream,chociaż przyjemniej używało mi się Babydream fur Mama tego balsamu do kąpieli (niestety zabrakło go na zdjęciu). Oba produkty bardzo dobrze zmywały wszelkie zanieczyszczenia i oleje z włosów, ale też niestety lekko je plątały. Dla mnie nie jest to dużym minusem, ponieważ zawsze używam po myciu odżywki lub maski. Babydream fur Mama pozwalał mi na rzadsze mycie włosów, dlatego to on jest moim ulubieńcem i faworytem tego roku. Raz w tygodniu używałam szamponu z SLES. Na zdjęciu przykładowo jest szampon wzmacniający z Joanny. Używałam też wersji z miodem i mlekiem oraz jajecznej. Niestety ten wzmacniający wypada  najsłabiej. 


2. ODŻYWKI



 Najczęściej używaną odżywką była różowa Isana, która jak wszyscy wiemy została wycofana z niewiadomych przyczyn. Wygładzała, nawilżała i dyscyplinowała włosy, łatwo je było rozczesać. Na szczęście znalazłam jej zamiennik, którym jest odżywka Balea (prezent od chłopaka z Węgier;)) do włosów farbowanych z kokosem i mlekiem. Zachowuje się ona na włosach identycznie jak wycofana Isana. Jedynym minusem jest dostępność. Kolejną odżywko/maską do codziennej pielęgnacji jest Isana maska z jedwabiem. Nakładałam ją na chwilę po umyciu lub na nieco dłużej pod czepek. W obu przypadkach świetnie sobie radziła. Nawilżała, włosy po niej były mięsiste, błyszczące i łatwo się rozczesywały. Plusem jest też niska cena - około 8zł. Ostatnią odżywką używaną "od święta" jest Aussie 3 Minute Miracle Reconstructor. Używałam jej, gdy zależało mi na tym żeby włosy dobrze wyglądały, ponieważ zawiera w sobie silikony. Już po jej nałożeniu czuć, że włosy są wygładzone, dodatkowo nie ma żadnych problemów z rozczesywaniem, a szczotka sunie jak po maśle ;) Minusem jej również jest dostępność. Ja swoją przywiozłam z wakacji w Londynie. 


3. MASKI


Hitem i ulubieńcem jest maska z Ziaji intensywna odbudowa. Kosztowała koło 7zł. Jest całkiem wydajna. Zawsze stosuje ją "pod czepek" i podgrzewam suszarką. Siedzę z takim kompresem około pół godziny. Włosy po niej idealnie się rozczesują, układają, są nawilżone i błyszczące. Czasami wzbogacałam ją półproduktami, ale o tym za chwilę :) Drugą ulubioną maską jest Scandic Line Coco Mask. Kupiłam ją w sklepie fryzjerskim za około 8zł. Konsystencję ma trochę jakby woskową. Pięknie pachnie kokosami, a zapach na włosach utrzymuje się nawet po wysuszeniu. Też stosuję ją zawsze pod czepek. Sprawia, że włosy się łatwo rozczesują, nie elektryzują, są miękkie i odzyskują blask. Nie obciąża ani nie przetłuszcza włosów. 

4. OLEJKI I JEDWAB


Do olejowania włosów najchętniej używałam olejku Alterra z awokado i granatem oraz Alverde wszystkim włosomaniaczkom znany olejek z czarną porzeczką. Działanie mają zbliżone lecz ze względu na zapach chętniej używałam olejku z Alverde. Olejki starałam się nakładać na noc przed każdym myciem. Faworytem do zabezpieczania i ujarzmiania końcówek okazał się jedwab Sleek Line zamówiony na allegro za ok. 10zł. Pięknie pachnie cukierkami, zapach utrzymuje się na włosach, nie zawiera alkoholu, nie wysusza włosów. Końcówki po jego użyciu wydają się być zdrowsze, nawilżone, włosy błyszczą się z daleka. Do plusów zaliczam również opakowanie typu air less. Mamy pewność że wydobędziemy produkt do końca. Sporadycznie do zabezpieczania końcówek używałam też Mythic Oil z Loreal.

5. PÓŁPRODUKTY


Gliceryna, hydrolizat keratyny, ekstrakt wzmacniający włosy i witaminy all in one. Zabrakło elastyny, soku z aloesu i kwasu hialuronowego. Wszystkiego używałam do wzbogacania masek - najczęściej tych, które samodzielnie słabo sobie radziły. Ze wszystkich tych półproduktów jestem bardzo zadowolona i od razu zamawiam jak tylko mi się kończą :)

6. SUCHY SZAMPON


Już ostatni ulubieniec na dziś, też przywieziony z Wysp Brytyjskich. Było o nim głośno na YouTubie i na blogach. Wszyscy go chwalili. Dlatego nie mogłam przejść obok niego obojętnie, gdy już był pod ręką. Kupiłam go w promocji 3 za 2. Mam jeszcze jeden tropikalny i jeden do włosów ciemnych. Ten tropikalny pachnie kokosami, jednak zapach jest trochę duszący. Na moich włosach zostawia biały pyłek, który łatwo się wyczesuje (ja czasami dmucham zimnym powietrzem suszarki i też daje radę). Włosy po użyciu są nieco sztywne, uniesione u nasady i odświeżone. Mogę go porównać z suchym szamponem z Isany dostępnym w Rossmannie za około 11zł. 

***

Uff, to już koniec na dziś. Jak na pierwszy sensowny post wyszedł on całkiem długi :) Dajcie znać, co Wy najchętniej używałyście w tym roku do włosów. Do przeczytania niedługo <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli już tu jesteś to zostaw po sobie jakiś ślad. Będzie mi bardzo miło :)