Ubogi projekt denko - październik 2013.

Skończył się październik i nadszedł czas na opróżnienie mojej torby w projektem denko. Jak się okazało denko w tym miesiącu jest raczej ubogie. Nie zużyłam większości produktów, które chciałam zużyć. Mam nadzieję, że w listopadzie lepiej mi pójdzie. Jeśli jesteście zainteresowane kosmetykami, które wykończyłam zapraszam do dalszej części posta :)


Po pierwsze kremy do rąk. Na dworze zaczyna robić się chłodno, na czym cierpią nasze dłonie. Zawsze w torebce noszę krem i staram się pamiętać o regularnym jego używaniu.

1. Alterra, krem do rąk 'Granat i Aloes' - przeciętniaczek, nic specjalnego. Całkiem szybko się wchłaniał, ale uczucie nawilżenia szybko znikało. Nie pasował mi też jego zapach. Ja jesienne miesiące potrzebuję czegoś bardziej treściwego. RACZEJ NIE KUPIĘ PONOWNIE

2. Garnier, regenerujący krem do rąk - tragedia. Słabo nawilżał, na pewno nie regenerował, zostawiał tłustą powłoczkę na dłoniach i paznokciach, przez co lakier wyglądał jakby był matowy. Niestety u mnie się nie sprawdził. NA PEWNO NIE KUPIĘ PONOWNIE

3. Isana, krem do rąk z mocznikiem - bardzo dobry produkt. Gęsty, wydajny, szybko się wchłania, doskonale nawilża i pielęgnuje dłonie. Do plusów możemy zaliczyć jego niską cenę. Jedyny mały minus dla mnie to zapach. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE


4. Beauty Formulas, głęboko odżywiający wosk do włósów- całkiem przyjemny produkt. Ładnie nawilżał i wygładzał włosy, czasami je obciążał. Ciężko było go spłukać z włosów, ciągle miałam wrażenie, że coś na nich jest. Można go dostać często na promocji w Super Pharm. RACZEJ NIE KUPIĘ PONOWNIE, nie zachwycił mnie na tyle, żebym leciała po kolejne opakowanie.

5. Nivea Long Repair, odżywka do włosów długich i łamliwych- mój KWC. Osobna recenzja TUTAJ. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE (a nawet już mam kolejne opakowanie pod prysznicem)

6. Rival de Loop, mleczko do demakijażu z ginko i ogórkiem - nic specjalnego. Przeciętne mleczko do zmywania twarzy, bo makijażu oka raczej nie ruszało. Teraz zdecydowanie bardziej wolę płyny micelarne, dlatego do mleczek raczej nie wrócę. NIE KUPIĘ PONOWNIE


7. Ziaja masło kakaowe, maska wygładzająca do włosów - raczej odżywka niż maska. Ładnie wygładzała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Zapach był nieco inny niż w przypadku reszty kosmetyków z masłem kakaowym z Ziaji. Ogólnie spisywała się całkiem nieźle. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE

8. Ziaja, maska intensywna odbudowa- mój ulubieniec za niewielkie pieniądze. To już moje kolejne zużyte opakowanie. Włosy po jej użyciu są gładkie, nawilżone, ładnie się układają. Czasami lubię dodawać do niej jakieś półprodukty, kiedy moje włosy potrzebują mocniejszej regeneracji. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

9. Ziaja sopot spa, masło do ciała - gęste, średnio wydajne masło o świeżym i nieco morskim zapachu. Dobrze nawilżało i szybko się wchłaniało. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE, ale na letnie miesiące.


10. Wibo Extreme Lashes, pogrubiający tusz do rzęs - bardzo dobry tusz w niskiej cenie. Nie skleja, nie robi pajęczych nóżek. Rzęsy są wydłużone, rozdzielone i delikatnie pogrubione. Dla uzyskania wyraźniejszego efektu można nałożyć dwie warstwy. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

11. Essence I love extreme, pogrubiający tusz - dla mnie niewypał. Szczoteczka większa od mojego oka, ciężko było nią malować. Sklejał rzęsy, nie wydłużał, odbijał się na górnej powiece. NA PEWNO NIE KUPIĘ PONOWNIE

12. Essence Longlasting eye pencil, długotrwała kredka do oczu - moja w kolorze 02 hot chocolate. Piękny i intensywny kolor, utrzymuje się cały dzień bez rozmazywania. Nie trzeba jej temperować, łatwo zrobić cienką i precyzyjną kreskę, a to wszystko za około 7zł. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE


13. Nail Tek II, odżywka do rozdwajających paznokci - czytałam o niej same pozytywne opinie, niestety u mnie cudów nie zdziałała. Była okej, ale nie wzmocniła paznokci tak jakbym chciała. Zużyłam ją jako bazę pod lakier i sprawdzała się w tej roli bardzo dobrze. RACZEJ NIE KUPIĘ PONOWNIE

14,15. Odżywki do paznokci z Eveline - kontrowersyjne odżywki, albo się je kocha albo nienawidzi. Mi krzywdy na paznokciach nie zrobiły, jedynie strasznie wysuszały skórki. Nie widziałam między nimi jakiś różnic w działaniu. Niestety obie odżywki bardzo szybko zgęstniały i nie nadają się już do używania. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE 

16. Essence, sealing top coat- ładnie nabłyszcza, szybko wysycha, przedłuża trwałość lakieru. Mam już kolejną buteleczkę. Jest to mój must have, kiedy biorę się za malowanie paznokci. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

***
To już tyle na dziś, życzę Wam miłego weekendu spędzonego pod kocykiem, z kubkiem gorącej herbaty. Do przeczytania niedługo!

Moje baby hair - suplementy i kosmetyki.

We wrześniowej aktualizacji włosów pokazywałam Wam moje wyhodowane baby hair, z których niedługo będę mogła sobie czesać grzywkę. Dziś chciałabym opisać dokładniej, co moim zdaniem przyczyniło się do tego, że w moim zakolach pokazały się nowe włoski. Nie będę tu pisała o żadnych szamponach i odżywkach, ponieważ według mnie zostawiamy takie produkty na zbyt krótki czas na naszych włosach, żeby mogły jakoś znacząco wpłynąć na pobudzenie wzrostu.  Zacznijmy od tego, co zadziałało od środka.




  1. Regularnie przyjmowałam BIOTEBAL i CYNK.
W ulotce czytamy, że Biotebal to preparat witaminowy, stosowany w niedoborze biotyny, czyli witaminy z grupy B. Jego niedobór może powodować zaburzenia wzrostu włosów i paznokci. . Biotyna wspomaga procesy powstawania keratyny i różnicowania się komórek naskórka oraz włosów i paznokci, poprawiając ich stan. 



Cynk jest mikroelementem, którego niedobór powoduje pogorszenie się stanu włosów, skóry i paznokci.


Oba preparaty zostały mi polecone przez panią dermatolog. Zaczęłam je przyjmować od razu tego samego dnia po wizycie. I nawet nie zorientowałam się, że mam baby hair, a włosy na długości rosną zdecydowanie szybciej. Dopiero zostałam uświadomiona przez fryzjerkę, która myjąc mi włosy, zwróciła uwagę  na sterczące, już całkiem długie antenki przy zakolach. Teraz miałam okres przerwy w przyjmowaniu, ale od jutra wracam już do kuracji i regularnego przyjmowania suplementów.

  1. Przed każdym myciem na noc wcierałam ziołowy Eliksir wzmacniający włosy z Green Pharmacy.


Ten kosmetyk stał u mnie na półce już dłuższy czas. Początkowo używałam go jako mgiełki na włosy i kompletnie się nie sprawdził. Przesuszał i plątał, a włosy były szorstkie i matowe. Dlatego go odłożyłam i stwierdziłam, że zioła może jednak nie są dla moich włosów. Pewnego dnia stwierdziłam, że nie mam żadnej wcierki więc spróbuję używać tego Eliksiru wcierając go tylko w skórę głowy. Robiłam to przed każdym myciem na noc, czyli średnio co dwa dni. Nie zauważyłam żadnego przesuszenia skóry głowy. Widocznymi efektami było za to wzmocnienie włosów, ograniczenie wypadania i wysyp nowych baby hair. Na pewno kupię ponownie ten Eliksir ze względu na jego działanie i bardzo dobry skład, w którym nie znajdziemy alkoholu tylko dużo ekstraktów roślinnych.

  1. Piłam nieregularnie pokrzywę i skrzyp, łykałam tran i myłam włosy szamponem pokrzywowym.
Nie wiem na ile picie herbatek ziołowych i mycie włosów szamponem pokrzywowym, który trzymam na włosach chwilę mogło przyczynić się do pobudzenia wzrostu włosa. Chciałabym pokrzywę i skrzyp pić regularnie, ale niestety nie jestem w stanie znieść tego smaku.

***
Czekam w komentarzach na Wasze sprawdzone sposoby i kosmetyki pobudzające wzrost włosów. A już w niedługim czasie na blogu pojawi się niespodzianka dla Was. Pozdrawiam!




PROJEKT DENKO - wrzesień.

Po wakacjach nazbierało mi się troche pustych opakowań, które chomikuję w wielkiej torbie i każdy kto przychodzi do mnie zawsze się pyta po co mi puste opakowania ;). Kosmetyki zaczeły powoli się z torby wysypywać, dlatego postanowiłam, że czas zrobić zdjęcia i dodać kolejny post na bloga o denku. Uzbierało mi się całkiem dużo produktów. Niektóre z nich były niewypałem, a niektóre okazały się być ulubieńcami. Zapraszam do oglądania :)


1. Ziaja Ulga, płyn micelarny – jeden z gorszych płynów jakie używałam. Z makijażem oka nie radził sobie wcale. Szczypał w oczy i trzeba było trzeć wacikiem żeby zmyć cokolwiek. Z makijażem twarzy było już lepiej, ale też nie zachwycał. Kosztował parę złoty, był całkiem wydajny, ale NIE KUPIĘ PONOWNIE.

2. Ziaja, uniwersalny płyn do demakijażu oczu – według mnie był bardzko kiepski. O zmyciu tuszu nie było mowy. W dodatku był niewydajny. Zużyłam do zmywania twarzy. NIE KUPIĘ PONOWNIE.

3. Be beauty, płyn micelarny – biedronkowy micel porównywany do Biodermy. U mnie spisywał się bardzo dobrze zarówno w kwestii zmywania makijażu oka jak i twarzy. Za cenę 5zł otrzymujemy całkiem wydajny produkt, który u mnie zdecydowanie daje radę. Zdarzyło mi się go też używać jako toniku i też byłam zadowolona. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.


4. Rival de loop, odświeżający tonik do twarzy z alkoholem – z reguły staram się unikać toników z alkoholem i tak do końca nie wiem czemu kupiłam ten produkt. Nie używałam go codziennie, ale przy stosowaniu 2-3 razy w tygodniu spisywał się bardzo dobrze. Odświeżał twarz ale też lekko wysuszał, dlatego stosowałam go na miejsca, gdzie miałam jakieś wypryski. RACZEJ NIE KUPIE PONOWNIE, bo jest jeszcze wiele innych toników, które chciałabym przetestować.
5.Bioderma Sensibio, płyn micelarny – kultowy już kosmetyk. Dla mnie idealny. Genialnie zmywa makijaż oczu nie podrażniając ich. Radzi sobie nawet z mocnym makijażem i wodoodpornym tuszem. To już kolejna buteleczka, na której się nie zawiodłam. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.


6. Ziaja Med., fizjoderm żel oczyszczanie demakijaż – jeden z moich ulubieńców wszechczasów. Żel idealnie zmywa makijaż bez podrażniania i wysuszania. Nie szczypie w oczy, nie ma po nim uczucia ściągnięcia. Jest niedrogi, a przy tym bardzo wydajny. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

7. Ziaja Tin Tin, maseczka antybakteryjna – jeden wielki koszmar. Użyłam góra 3 razy. Twarz czerwona, podrażniona. Producent obiecuje dokładne oczyszczenie, ograniczenie rozwoju bakterii i zapobieganie powstawania wyprysków. Nic z tych rzeczy. Maseczka nie pomaga tylko szkodzi. NA PEWNO NIE KUPIĘ PONOWNIE

8. Vichy Eau Thermale, miniaturka wody termalnej- miniaturkę dostałam przy okazji zakupów w aptece i od razu wrzuciłam ją do torebki. Pryskałam nią twarz i dekolt w upalne dni. Świetnie odświeżała i łagodziła podrażnienia. Chciałabym jeszcze wypróbować wodę termalną z Uriage i La Roche Possay dlatego MOŻE KUPIĘ PONOWNIE.


9. Barwa Ziołowa, Szampon tatarako-chmielowy – bardzo dobry oczyszczający szampon za niewielką cenę. Nie wysuszał i nie plątał włosów. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

10. Mrs Potters, balsam z aloesem i jedwabiem – jako samodzielna odżywka był za słaby, nie robił nic z włosami. Jako pierwsza odżywka w metodzie OMO spisywał się całkiem dobrze.  RACZEJ NIE KUPIĘ PONOWNIE, bo ten balsam nie powalił mnie na kolana.

11. Babydream fur mama, balsam do kąpieli – kosmetyk uniwersalny. Używałam jako balsam do kąpieli jak i szampon, który delikatnie mył włosy. Lekko je platał, dlatego nie obeszło się bez dobrej odżywki. Uwielbiam przede wszystkim za zapach. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.

12. Loreal Elseve Arginine Resist, szampon wzmacniający – szampon z silikonami, który u mnie sprawdził się bardzo dobrze. Nie obciążał, a włosy po jego użyciu były gładkie i błyszczące. Zapach charakterystyczny dla szamponów Elseve, utrzymywał się bardzo długo na włosach. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.


13. Balea, odżywka kokosowa – tania i bardzo dobra odżywka do codziennego stosowania. Ładnie wygładzała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Jedna z lepszych odżywek Balea, które używałam. Szkoda, że są w Polsce kiepsko dostępne. Jak będę miała możliwość to NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.

14. Aussie, 3 minute miracle reconstructor – odżywka przywieziona jeszcze z Londynu, zanim Aussie weszło do Rossmanna. Całkiem fajna odżywka, chociaż zdarzało jej się obciążyć mi włosy. RACZEJ NIE KUPIĘ PONOWNIE zwłaszcza w cenie regularnej, bo uważam że ceny w Rossmannie są zdecydowanie zawyżone, a ta odżywka nie jest warta tych pieniędzy.

15.Farmona, Jantar mgiełka do włosów - bubel, bubel, bubel, który doczekał się osobnego posta KLIK. NA PEWNO NIE KUPIĘ PONOWNIE.

16. Isana, suchy szampon- namiętenie przeze mnie używany, po tym jak skończyły mi się Batiste. Teraz kiedy mam do Batiste bardzo dobry dostęp, raczej nie będe kupowała Isany, chyba że w promocji. Według mnie ten suchy szampon jest mało wydajny i ma kiepski zapach. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE. 

***
Dobrnęłam do końca tego całkiem długiego posta. Teraz mogę wyrzucić pełną reklamówę zużytych opakowań do śmiertnika i zaczynam zbierać od nowa :) Pozdrawiam już z Poznania i życzę miłego dnia!

Moje włosy - wrzesień 2013 + baby hair.

Dziś czas na powakacyjną aktualizację włosów. Wakacje spędzałam nad morzem i w górach, a włosy zawsze wystawione były na działanie słońca. Mimo stosowania ochrony zmagam się teraz z lekkim przesuszeniem na końcach. W sierpniu byłam u fryzjera i podcięłam kilka cm włosów. Nie zdecydowałam się wtedy na jakiekolwiek cieniowanie, dlatego po weekendzie idę znowu żeby je lekko wycieniować, bo mam wrażenie, że gorzej się układają. Ponad to wyhodowałam sobie baby hair, które są już całkiem długie, a najwięcej ich jest w zakolach. Postanowiłam, że zrobię o tym osobny wpis, gdzie pokażę i opiszę produkty, których używałam i które moim zdaniem przyczyniły się do tego, że wyrosły mi nowe włosy. 





Na tym zdjęciu widać baby hair. Najwięcej jest ich w zakolach, ale zauważyłam też, że całe włosy rosną dużo szybciej niż zazwyczaj, nie wypadają. 


Post o baby hair już się pisze, więc możecie się go spodziewać w niedługim czasie. Tak samo jak zdjęć włosów już po fryzjerze. Przede mną przeprowadzka do Poznania i rozpoczęcie studenckiego życia :) Czytają mnie jakieś Poznanianki? Ja tymczasem pozdrawiam z deszczowego Płocka :)

Bubel od Farmony

Jakiś czas temu, przed wyjazdem nad morze, zaczęłam interesować się tym jak ochronić włosy przed promieniowaniem UV i zabezpieczyć je przed słoną wodą. Trafiłam na nawilżająco-ochronną mgiełkę z serii Jantar od Farmony. Mgiełkę dorwałam w osiedlowej drogerii za niecałe 10 zł. Zawsze słyszałam tylko o odżywce do skóry głowy z serii Jantar, dlatego nie zastanawiając się długo kupiłam mgiełkę, w której pokładałam nadzieję, że pomoże mi ochronić włosy przed słońcem. 


Mgiełka zamknięta jest w ciemnobrązowej buteleczce z atomizerem, który spisywał się bez zarzutów i rozpylał produkt równomiernie. Zapach jest taki sam jak w przypadku odżywki do skóry głowy czyli jak to opisują inne dziewczyny przypomina zapach tanich męskich perfum. Ale najważniejsze jest działanie. Niestety produkt nie powala na kolana. Używałam go głównie na plaży i niestety nie zauważyłam żeby zabezpieczył moje włosy. Wręcz przeciwnie. Przyspieszał przetłuszczanie się włosów i niestety je przesuszał, co prawdopodobnie spowodowanie jest alkoholem na drugim miejscu w składzie. Nie ułatwia rozczesywania, włosy po mgiełce są tępe i szorstkie. Zużyłam więcej nie połowę opakowania i resztę spróbuje zużyć jako wcierkę lub po prostu wyleję. Na pewno nie będę stosować mgiełki już na całą długość, bo więcej z tego szkody niż pożytku. Produkt nie spełnia żadnych obietnic, które wypisane są na buteleczce, co więcej moim szkodzi. 




PLUSY:
  • wydajność
  • niska cena
  • poręczne opakowanie
MINUSY:
  • przesusza włosy
  • nie chroni ich przed promieniowaniem UV
  • kiepski skład (alkohol na drugim miejscu w składzie, wyciąg z bursztynu pod koniec)
  • słaba dostępność
  • obciąża i przyspiesza przetłuszczanie
  • włosy po użyciu są matowe, szorstkie i ciężko je rozczesać



Znowu długa przerwa spowodowana wyjazdami. Zaliczyłam już morze, a teraz jestem w górach. W międzyczasie zdałam egzamin na prawo jazdy, co wiązało się z lekkim stresem :D Na szczęście udało się za pierwszym razem. Mam sporo nowych produktów do testowania i recenzowania. Mam nadzieję, że Wam wakacje mijają w świetnej atmosferze. Pozdrawiam z Bieszczad!

Bo po denku czas na zakupy!

W ostatnim poście pokazałam Wam, co udało mi się zdenkować w ciągu ostatnich tygodni. Były to tylko kosmetyki do pielęgnacji/stylizacji włosów. Dziś pokażę Wam zakupy, które poczyniłam ostatnimi czasy. Będę miała co testować i co recenzować ;)


1. Syoss Oleo Intesne Thermo Care - szampon do włosów suchych i szorstkich. Ma wysoko w składzie keratynę, pantenol i olej z pestek moreli. Jeszcze nie testowałam, zobaczymy jak się sprawdzi.

2. Dove Silk & sleek - szampon wygładzający. Kupiłam z myślą o wakacjach nad morzem, gdzie moje włosy żyją własnym życiem. Zawiera w składzie silikon, więc liczę, że zabezpieczy włosy przed słońcem i słoną wodą. 

3. Dove Intense Repair - odżywka do włosów zniszczonych. Mam zamiar stosować w duecie z wygładzającym szamponem.


4. Garnier Ultra Doux - odżywka z awokado i masłem karite do włosów suchych i zniszczonych. To kolejne moje opakowanie tej odżywki. Bardzo dobrze nawilża i wygładza. Znana jest chyba każdej włosomaniaczce.

5. Nivea Long Repair - odżywka odbudowująca do włosów łamliwych. W projekcie denko pokazywałam puste opakowanie i od razu musiałam kupić nowe. TU jest pełna recenzja produktu. Dla mnie jedna z lepszych odżywek jakie używałam. 

6. Dove Nourishing Oil Care - odżywka w sprayu bez spłukiwania. Mam nadzieję, że pomoże mi rozczesywać włosy po myciu. Jak się nie sprawdzi zużyję ją jako dodatkową ochronę przed słońcem na plaży albo nad jeziorem. 


7. Timotei Intensywna Odbudowa - szampon do włosów suchych i zniszczonych z olejem z awokado. Urzekł mnie jego piękny zapach i niewysoka cena. Zobaczymy jak się sprawdzi.

8. Timotei Wymarzona Objętość - szampon skusił mnie pięknym cytrusowo-gejpfrutowym zapachem. Używałam dopiero parę razy, więc nie mogę o nim dużo powiedzieć. 

9. Isana Professional - odżywka do włosów kręconych. Jest to bardziej zakup mojej mamy, ale sama chętnie przetestuję. Była niedroga, ma dużą pojemność. 

10. Isana Professional - szampon do włosów kręconych. Zobaczymy jak sprawdzi się w duecie z odżywką. 


Dwie maski Biovax kupione na promocji w Superpharm. Jedna z keratyną i jedwabiem, a druga z olejami arganowym, makadamia i kokosowym. Zaczęłam już wstępnie testować, ale nie mam jeszcze wyrobionej opinii. Słyszałam o nich różne opinie, dlatego swojej chciałabym być całkowicie pewna.

I na koniec kolejna maska firmy Scandic Line. Tym razem maska nawilżająca z ekstraktem z owoców. Wersją kokosową i mleczną jestem zachwycona. Zobaczymy jak sprawdzi się ich siostra.

***
To już wszystkie zakupy. Jak na to patrzę to trochę się tego nazbierało. Prawie wszystkie kosmetyki są dla mnie nowe, nigdy ich nie używałam. Może Wy znacie/używacie/lubicie? Dajcie znać w komentarzach, bo nie wiem od czego zacząć moje testy. Teraz szerokim łukiem będę omijać w drogeriach półki z kosmetykami do włosów, dopóki nie zużyję tego co nakupowałam. Na koniec chciałam jeszcze dodać, że możecie mnie znaleźć na bloglovin. W końcu i ja się skusiłam ;) Zapraszam do obserwowania mnie tam. Pozdrawiam!

Włosowe denko + dwa buble.

Denko w tym miesiącu musiałam podzielić na dwie części. Dziś pokażę same produkty do pielęgnacji i stylizacji włosów. Udało mi się zużyć parę próbek i miniatur, które zabrałam na szybkie i spontaniczne wakacje w Rzymie, ale nic nie zasłużyło na specjalną uwagę. Jak na złość wszystkie produkty kończą się na raz (zwłaszcza maski i odżywki), ale już wypełniłam luki ;)


1. Scandic Line Coco Mask - maska z ekstraktem z kokosa do włosów zniszczonych. Chyba nie ma co pisać na jej temat. Już kupiłam litrowe opakowanie. Uwielbiam za zapach a przede wszystkim za niesamowite działanie.

2. Scandic Line Milk Mask - zakwaszająca maska z mlekiem i miodem do włosów farbowanych. TU znajdziecie pełną recenzję tego produktu. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Na pewno KUPIĘ PONOWNIE i to w litrowym opakowaniu.


3,4. Suche szampony Batiste. Chyba każda włosomaniaczka o nich słyszała. Przywiozłam 3 sztuki z Londynu i starczyły na całkiem długi okres. Trochę je oszczędzałam i używałam zamiennie z Isaną. Robiłam ich porównanie TU. KUPIĘ PONOWNIE jak tylko wejdą stacjonarnie do drogerii albo jak będę bardzo potrzebująca to zamówię online. 

5. Isana lakier do włosów "połysk koloru" - nie wiem co napisać o tym lakierze. Nie robił nic z włosami. Ani nie sklejał, ani nie utrwalał fryzury. Szkoda nawet tych paru złotych na promocji.  NIE KUPIĘ PONOWNIE


6. Nasza kochana wycofana odżywka Isana z olejem Babassu - oszczędzałam ile się dało, ale niestety dobiła końca. Powinnam o niej coś pisać? Świetnie wygładzała, ułatwiała rozczesywanie i pomagała utrzymać w ryzach puszące się włosy. 

7. Nivea Long Repair- odżywka odbudowująca do włosów łamliwych. Jedna z lepszych odżywek jakie używałam. TU pełna jej recenzja. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

8. Isana - maska do włosów płynny jedwab. Dla mnie była za słaba jako maska. Stosowałam ją bardziej jako odżywkę. Nie wyróżniała się niczym specjalnym. Lekko nawilżała, wygładzała i nie obciążała. Niestety nie zachwyciła mnie na tyle żebym leciała od razu i kupowała ją ponownie. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE


9. Joanna z Apteczki Babuni - szampon jajeczny do włosów rozjaśnianych. Jeden z moich ulubionych szamponów. Dobrze myje, nie obciąża, nie plącze włosów. Zapach ma bardzo przyjemny i generalnie mam z nim bardzo dobre wspomnienia. Dla mnie dobry szampon to taki, który nie obciąża, nie plącze włosów i ich nie wysusza.  NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

No i na koniec niestety dwa buble. Nie skończyłam tych kosmetyków do końca, bo nie dałam rady. Resztki musiałam wylać. Pierwszym niewypałem jest odżywka bez spłukiwania z Isany z olejem arganowym i masłem shea. Tragiczna odżywka, która powinna lekko nawilżać i ułatwiać rozczesywanie, a robiła wszystko dokładnie na odwrót. Wysuszała włosy, robiła z nich sztywne sianko, którego nie dało się rozczesać. Wylałam więcej niż pół odżywki. Drugim bublem jest woda brzozowa, która powinna przyspieszać wzrost włosów. Niestety wysuszała skórę głowy i przy regularnym stosowaniu nie zauważyłam przyspieszonego wzrostu włosów. Oczywiście do obu produktów na pewno nie wrócę.

***

Właśnie wróciłam z zakupów w Rossmannie. Weszłam tylko po odżywkę Nivea Long Repair a wyszłam z trzema innym odżywkami i szamponami. Więc nadrobiłam ze trzy razy to co zużyłam :) Mam teraz dużo czasu na testowanie nowych produktów, dlatego spodziewajcie się recenzji. Postaram się wrzucić post z zakupami, bo wszystko co kupiłam kręci się wokół włosów. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

Nivea Long Repair - odżywka odbudowująca do włosów łamliwych.

Dziś chciałabym napisać parę słów o odżywce powszechnie dostępnej w drogeriach i hipermarketach. Przez jakiś czas unikałam odżywek i szamponów firm typowo drogeryjnych takich jak Nivea czy Loreal. Będąc już dawno temu na zakupach w Rossmannie trafiłam na promocję na wszystkie odżywki Nivea i skusiłam się na wersję do włosów łamliwych, rozdwajających się. Używałam jej regularnie, skończyłam opakowanie i postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią. 


Opakowanie: schludne i całkiem wygodne, pod koniec trochę ciężko wycisnąć odżywkę.

Zapach: słodki, ciepły, nieco mdlący. Utrzymuje się na włosach po wysuszeniu.

Konsystencja i wydajność: odżywka ma konsystencje zwartą i gęstą, nie przelatuje przez palce. Jednak mimo swojej konsystencji jest średnio wydajna. Musiałam nałożyć porządną porcję, żeby moje włosy poczuły się dopieszczone :D


W składzie znajdziemy m.in keratynę, olej z babassu i silikony. Nie ma alkoholi, które mogłyby wysuszyć włosy. Jeśli nie uciekacie z krzykiem na widok silikonów w składzie polecam wypróbowanie tej odżywki ;)

Cena: w granicach 7-8zł.

Dostępność: wszystkie drogerie, hipermarkety.

Działanie to najważniejszy aspekt w recenzji kosmetycznej. Używałam odżywki zawsze na samą długość włosów, nigdy na skórę głowy. Zostawiałam na 3 minuty albo na minut 15. W tym przypadku im dłużej trzymałam, tym lepsze efekty uzyskiwałam. Już chwilę po nałożeniu wyczuwalne było wygładzenie włosów, które można było przeczesać palcami bez wyrywania ich. Przy zmywaniu włosy dalej były gładkie i śliskie. Ale najbardziej oko cieszyły efekty po wysuszeniu. Włosy były sypkie, gładkie, niesamowicie lśniące, nie plątały się. Odżywka nie obciąża i nie przyspiesza przetłuszczania (co jest plusem przy moich cienkich włosach). Rozjaśniane końcówki po jej zastosowaniu wyglądają naprawdę dobrze. Nie puszą się, co się czasami zdarza i prezentują się bardzo przyzwoicie. 





Czy polecam? Zdecydowanie tak! Bardzo często produkty Nivea są w promocji, dlatego polecam wypróbować, jeśli nie uciekacie na samą myśl o silikonach ;) Ja na pewno po nią wrócę, zwłaszcza w okresie letnim, bo mam wrażenie że bardzo dobrze chroni włosy przed wysoką temperaturą i działaniem promieni słonecznych. Miałyście? Używałyście? Pozdrawiam i w następnym poście zapraszam na włosowe denko :))

Moje włosy - czerwiec 2013.

Nie robiłam aktualizacji moich włosów od lutego. Minęło dużo za dużo czasu, ale w końcu dodaję taki post. Nie jestem jeszcze zadowolona ze obecnego stanu swoich włosów, ale jest już lepiej. Pielęgnacja była raczej uboga, stawiałam na produkty sprawdzone, nie eksperymentowałam. Po cieniowaniu, które pokazywałam w lutym (klik) nie został już ślad, a włosy znowu zrobiły się "plaskie". Dlatego uważam, że wizyta u fryzjera jest wskazana :)






Plan pielęgnacyjny na najbliższy miesiąc:
  • stosować regularnie jakąś wcierkę i olej na długość
  • przejść się do fryzjera podciąć końcówki i lekko pocieniować
  • zadbać o ochronę przed słońcem
  • jeszcze intensywniej nawilżać rozjaśniane końcówki

Najważniejszą rzeczą dla mnie na obecną chwilę jest "wyhodowanie" baby hair, zagęszczenie włosów i przyspieszyć porost. Macie jakieś sprawdzone kosmetyki, suplementy diety albo inne wspomagacze, które pozwolą mi zagęścić czupryne? :D Czekam na wszystkie sugestie. Pozdrawiam!

Szał zakupów :DD

Nie oparłam się promocji w Rossmannie ;D Od dłuższego czasu planowałam zakup paru rzeczy, które oczywiście są mi "niezbędne" i teraz miałam idealną okazję, żeby zaoszczędzić parę groszy. Wszystkie zakupy są głównie z Rossmanna i robiłam je na dwa razy. Pokażę Wam też na co skusiła się moja mama.


Dwa słynne masełka do ust z Nivea. Były w promocji za 5,99zł, więc skusiłam się na dwie wersje zapachowe/smakowe. W obu zanurzyłam już palucha i nos :D U mnie wygrywa masełko malinowe pod względem zapachu. Ciekawe jak się sprawdzą na ustach.


Zapas maseczek z Ziaji. Każda kosztowała 0,89zł. Używam od dawna i jestem z nich bardzo zadowolona. Jedna saszetka starcza mi na dwa użycia.



Lakier Wibo nr 253. Kolor zgaszonej, malinowej czerwieni. Kosztował 3,59zł. I lakier z Miss Sporty w kolorze żywej i klasycznej czerwieni za 3,89zł.


Szminko-błyszczyk z Wibo Eliksir w kolorze 07. (kosztowała około 6zł)

Rimmel Apocalips lakier do ust w kolorze 501 Stellar. (kosztowała koło 13zł)

Rimmel Lasting Finish szminka w kolorze 214 Firecracker i druga z kolekcji Kate Moss w kolorze 16. (obie po 11,39zł). 

Wszystkie szminki postaram się pokazać na ustach jak w końcu przestanie padać i będzie dobre światło do robienia zdjęć, żeby jak najlepiej uchwycić kolory. 


Nowa nawilżająca odżywka z Isany. Kupiłam ją jakiś czas temu na promocji za 4zł. Użyłam już kilka razy i pierwsze wrażenie jest mega pozytywne. Oby spisywała się tak dalej.

Suchy szampon z Isany. Skończyłam już wszystkie suche szampony z Batiste (niestety ;<) i chyba zamówię je przez internet. Żeby wypełnić po nich lukę kupiłam ten z Isany, bo nigdy nie wiadomo kiedy będzie potrzebny. A jak się wiele razy przekonałam suchy szampon potrafi uratować życie :D


Soraya morelowy peeling antybakteryjny. Nie mam żadnego dobrego peelingu do twarzy. Skorzystałam z promocji i w koszyku wylądował ten. Zapłaciłam za niego 7,39zł. Jak się nie sprawdzi, zużyję do ciała.

Płyn do płukania ust jakiejś niemieckiej rossmannowskiej firmy. Zawsze używałam tego samego z Colgate, więc stwierdziłam że czas na zmianę. 


AA Pięlęgnacja młodości - krem matująco-normalizujący. Kupiony dwa lub trzy tygodnie temu. Za wcześnie żeby wydawać jakieś opinie, ale muszę powiedzieć, że zapowiada się bardzo obiecująco. Kupiłam do w Auchanie i kosztował około 18zł.

Bell Perfect Cover korektor pod oczy - dorwany w Biedronce za 8zł. Wzięłam najjaśniejszy kolor, żeby rozjaśniał okolice pod oczami.

Under 20 fluid matujący w kolorze 02 naturalny. Złapały mnie już pierwsze promienie słońca i wszystkie jasne podkłady po zimie okazały się już być zbyt jasne. W Rossmannie kosztował około 10zł, więc postanowiłam wypróbować. 

Maybelline Master Precise czarny eyeliner w pisaku. Chodziłam wokół niego od dłuższego czasu i doczekałam się promocji. Prawdziwy czarny kolor, łatwo robi się nim kreski. Wstępnie jestem zadowolona :D Kosztował około 17zł.


Dwa matujące kremy BB z Eveline. Wzięłam wersje dla jasnej i śniadej karnacji. Mam zamiar mieszać je żeby uzyskać odpowiedni kolor. Każdy był po 9zł. 

Przeciwzmarszczkowy krem BB z Eveline dla mojej mamy. Nigdy o nim nic nie słyszałam, zobaczymy co na jego temat powie mamuśka. Też kosztował 9zł.

Soraya krem na dzień poprawiający koloryt skóry. Też zakup mojej mamy. Kosztował 12zł. Mama kazała dopisać, że nie ma jeszcze 50+ ale innej wersji nie było :D


***
Zakupy zaliczam do baaardzo udanych :D Odchudziłam trochę swój portfel (bardziej odchudziłam mamy :D), ale dawno nie kupowałam nic z kolorówki, więc mam usprawiedliwienie. Humor bardzo się poprawił i już nie mogę doczekać się pierwszych testów. Mam nadzieję, że to koniec zakupów chociaż poluję jeszcze na ten żółty tusz z Lovely. Też szalałyście w Rossmannie? Miałyście styczność z produktami, które kupiłam? Pozdrawiam i zmykam oglądać finał X FACTOR. Oglądacie? Komu kibicujecie? 

GAL - odżywka keratynowa w kapsułkach


Wiele dobrego słyszałam na temat rybek śmierdziuszek z witaminą A i E firmy Gal. Będąc któregoś dnia w aptece dorwałam owe rybki i ich siostrę, czyli odżywkę keratynową w kapsułkach, o której będzie dziś mowa.



Za paczkę 48 rybek płaciłam niecałe 10zł. Jest to niewiele biorąc pod uwagę wydajność kosmetyku.

Producent zaleca stosowanie odżywki na paznokcie, włosy, brwi i rzęsy. Ja używałam tylko do paznokci i włosów.




Skład: Ricinus Communis Seed Oil, Gelatin, Glycerin, Oenothera Biennis Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Malaleuca Alternifolia Leaf Water, Parfum, Tocopheryl acetate, Retinyl palmitate, CI 42051, Titanum dioxide, Mica.



W składzie znajdziemy m.in. olej rycynowy, keratynę, glicerynę, olej z wiesiołka, olej z ogórecznika i olejek z drzewa herbacianego.

PAZNOKCIE
Rybek używałam zawsze na niepomalowane paznokcie. Ukręcałam ogonek i wyciskałam po odrobince na każdy paznokieć, delikatnie wmasowując w skórki i samą płytkę. Jedna rybka zazwyczaj starczała mi zazwyczaj na dwa razy (chyba że sobie nie żałowałam produktu ;)) Efekty, które można było zaobserwować to: nawilżenie skórek, wzmocnienie paznokci i ich przyspieszony wzrost oraz zero rozdwajającej się płytki.  Po weekendzie zrobię sobie 10-dniową kurację i będę wcierać odżywkę 2 razy dziennie.  Postaram się też odstawić lakiery na ten czas.

WŁOSY
Tu odżywkę stosowałam w dwojaki sposób. Wyciskałam zawartość rybki na dłoń i wcierałam w końcówki włosów, zostawiając to na całą noc lub dodając całą rybkę do porcji maski jako ulepszacz, kiedy odżywka sama w sobie okazywała się kiepska. Efekty w obu przypadkach były bardzo podobne. Włosy były wygładzone, błyszczące i wydawały się grubsze. Odżywka nałożona na całą noc (rano myłam włosy) sprawiała, że końcówki były nawilżone, nie puszyły się i nie było widać rozdwojonych końcówek. 



Jedynymi "minusami" może być nie do końca przyjemny zapach, który mi przypomina zapach sosny i to, że po oderwaniu ogonka rybki nie można jej zakręcić. Nie zawsze zużywam całą zawartość na raz i później rybka bez ogonka leży i czeka na następne użycie. W ten sposób możemy zmarnować trochę odżywki. 

***
Miałyście kiedyś do czynienia z tą odżywką? Sprawdziła się u Was tak dobrze jak u mnie? Pozdrawiam i do przeczytania niedługo :))