Wakacyjni ulubieńcy ostatnich tygodni



Po denku czas na ulubieńców ostatnich tygodni. Nie ma ich dużo, bo szczególnie polubiłam się tylko z pięcioma produktami, ale ostatnio mało eksperymentuje i raczej trzymam się sprawdzonych produktów.



Pierwszy ulubieniec do włosów to nawilżający szampon z aloesem Cien (do dostania tylko w Lidlu), który kupiłam właściwie przez przypadek, bo zachęciła mnie jego niska cena i aloes w składzie. Kosmetyk ten okazał się strzałem w dziesiątkę i towarzyszy mi teraz przy każdym myciu. Łagodnie oczyszcza, nie wysusza ani skóry głowy ani włosów na długości. Przyjemnie pachnie, dobrze się pieni i nie plącze włosów. Nie obciąża, włosy po wysuszeniu pięknie błyszczą. Już dawno nie byłam tak zadowolona z żadnego szamponu.



Po drugie maska do włosów z Alterry, którą używam już bardzo długo i jest to raczej jeden ze starszych ulubieńców. Używam jej minimum raz w tygodniu na około 10-15 minut i u mnie tak spisuje się najlepiej. Włosy są miękkie, wygładzone i błyszczące.



Olejek arganowy to kosmetyk uniwersalny. Używam go przede wszystkim do olejowania włosów i do pielęgnacji twarzy. Ma specyficzny zapach, ale działa cuda. Włosy po olejowaniu błyszczą i wyglądają na bardzo zdrowe. Olejku używam raz w tygodniu do twarzy zamiast kremu na noc. Rano skóra jest miękka, nawilżona, a cera wygląda zdrowiej. Zdarzyło mi się go używać na suche skórki przy paznokciach i w tej roli też spisywał się bardzo dobrze.



Krem Alantan dermoline kupiłam pod wpływem blogerek, które zachwycały się jego właściwościami i działaniem. Na początku używałam do twarzy jako krem na dzień i radził sobie bardzo dobrze. Nawilżał, ale nie zostawiał skóry tłustej. Ostatnio jednak po wakacjach nad morzem przypiekłam trochę skórę na łydkach i stwierdziłam, że wypróbuję ten krem właśnie na oparzenia słoneczne ze względu na alantoine i pantenol w składzie. Alantan spisał się w tej roli lepiej niż jako krem do twarzy. Ukoił pieczenie i zapobiegł łuszczeniu się skóry. Wiem, że są też inne wersje Alantanu i na pewno je wypróbuję.


Antybakteryjny tonik normalizujący z Bielendy, który kupiłam w Rossmannie na promocji około dwa miesiące temu i od tamtej pory się z nim nie rozstaję. Co jest dla mnie najważniejszee to że nie zawiera alkoholu, co często zdarza się w tonikach dla skóry trądzikowej. Moja skóra jest wrażliwa i staram się unikać toników na bazie alkoholu, bo mi nie pomagają a wręcz szkodzą. Odświeża twarz, nie podrażnia, przyspiesza gojenie  wyprysków i zapobiega powstawaniu nowych. Dla mnie hit w pielęgnacji twarzy.



I to by było na tyle, jak wspominałam na początku nie ma tego dużo, ale wszystko jest warte wyprobowania. Znacie/lubicie, któryś z moich ulubieńców? Pozdrawiam z zachmurzonego Świnoujścia!

Projekt denko #5 i trzy buble


Dziś przyszedł w końcu czas na pozbycie się pustych opakowań, które leżały i czekały na swoją kolej. Nie ma tego wybitnie dużo, jednak udało mi się uszczuplić włosowe zapasy. Niestety trafiły mi się trzy produkty do włosów, z których działania nie byłam do końca zadowolona. Jeśli jesteście zainteresowane krótkimi recenzjami kosmetyków, które towarzyszyły mi przez ostatnie tygodnie to zapraszam do czytania!



Fitomed szampon do włosów koloryzowanych na odcienie ciemne jest jednym z moich ostatnich odkryć. Kupiony za około 8-9zł na doz.pl. Co prawda nie mam włosów farbowanych, ale chciałam jakoś podbić ich naturalny brązowy kolor, dlatego zdecydowałam się na ten szampon. Bardzo dobrze oczyszczał włosy, nie obciążał, ale jednocześnie lekko je plątał. Po umyciu włosy pięknie błyszczały i nabierały głębszego odcienia. Barwa szampon pokrzywowy i żurawinowy to stałe punkty w mojej pielęgnacji włosów. Używałam ich raz w tygodniu do oczyszczania włosów i skóry głowy. Prosty skład i niska cena zdecydowanie zachęcają do powtórnego ich zakupu. Dove szampon wygładzający do puszących się włosów, który znalazł się w mojej łazience przez przypadek. Nie mam z szamponami Dove dobrych wspomnień, jednak ten zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Nie obciążał, faktycznie wygładzał włosy i nadawał połysk. Zapach miał typowy dla produktów Dove. Moim zdaniem warto go wypróbować. 



Dwa bardzo podobne do siebie szampony z Alverde i Alterra nadające połysk. Oba miały podobny zapach, konsystencję i zbliżony do siebie skład. Były okej, ale mojego serca nie skradły. Garnier Ultra Doux odżywka z olejkiem awokado i masłem karite czyli hit na blogach włosomaniaczek. Jedne dziewczyny ją uwielbiają a inne wręcz przeciwnie. U mnie spisywała się bardzo dobrze i pewnie kiedyś kupię ją ponownie, chociaż słyszałam, że pozmieniali coś w składzie. Nivea Long Repair odżywka do włosów długich i rozdwajających się. Pisałam o niej osobny post. Mój ulubieniec i stały gość w łazience. Juz kupiłam kolejne opakowanie. Polecam wypróbować, jeśli jeszcze nie miałyście okazji. 


Trzy suche szampony, których ostatnio używam rzadziej, a jak już to raczej w celu dodania objętości. Suchy szampon z Isany w porównaniu do Batiste wypada bardzo słabo. Zapach okropny i działanie gorsze. Te z Batiste pachną bardzo ładnie, dobrze odświeżają włosy i unoszą je u nasady. Można je już dostać w sklepach stacjonarnych jak i w sklepach internetowych. 


I na koniec niestety trzy buble, które mi sie trafiły. Joanna Rzepa odżywka wzmacniająca, która ani nie odżywiała ani nie wzmacniała. Rzadka konsystencja, specyficzny zapach, brak jakiegokolwiek działania na włosach. Marion Termoochrona mgiełka chroniąca włosy przed wysoką temperatura. Nie umiem ocenić, czy chroniła przed wysoką temperaturą ale niestety u mnie całkowicie sie nie sprawdziła. Sklejała włosy i robiła z nich sianko, nie ważne czy użyłam jej mniej czy więcej. Nie dałam rady nawet jej zużyć do końca i mniej więcej połowa wylądowała w śmietniku. Timotei szampon nadający objętość to taki pół bubel. Mniej więcej do połowy buteleczki byłam z niego zadowolona, bo bardzo ładnie doczyszczał włosy i odbijał je od nasady. Później niestety zaczął obciążać włosy, które szybko po umyciu zaczynały wyglądać nieświeżo. 


To już wszystkie moje włosowe zużycia z ostatnich tygodni. Najbardziej cieszę się z pozbycia tych trzech ostatnich produktów, które u mnie niestety się nie sprawdziły i nie robiły nic z tego co obiecywał producent. Używałyście coś z tych kosmetyków, które udało mi się zużyć? Sprawdziły się Wam czy wręcz przeciwnie? Pozdrawiam z całkowitego odludzia w Bieszczadach!