Dziś przyszedł w końcu czas na pozbycie się pustych opakowań, które leżały i czekały na swoją kolej. Nie ma tego wybitnie dużo, jednak udało mi się uszczuplić włosowe zapasy. Niestety trafiły mi się trzy produkty do włosów, z których działania nie byłam do końca zadowolona. Jeśli jesteście zainteresowane krótkimi recenzjami kosmetyków, które towarzyszyły mi przez ostatnie tygodnie to zapraszam do czytania!
Fitomed
szampon do włosów koloryzowanych na odcienie ciemne jest jednym z moich
ostatnich odkryć. Kupiony za około 8-9zł na doz.pl. Co prawda nie mam włosów
farbowanych, ale chciałam jakoś podbić ich naturalny brązowy kolor, dlatego
zdecydowałam się na ten szampon. Bardzo dobrze oczyszczał włosy, nie obciążał, ale
jednocześnie lekko je plątał. Po umyciu włosy pięknie błyszczały i nabierały głębszego
odcienia. Barwa szampon pokrzywowy i żurawinowy to stałe punkty w mojej pielęgnacji włosów. Używałam ich raz
w tygodniu do oczyszczania włosów i skóry głowy. Prosty skład i niska cena
zdecydowanie zachęcają do powtórnego ich zakupu. Dove szampon wygładzający
do puszących się włosów, który znalazł się w mojej łazience przez przypadek. Nie mam z
szamponami Dove dobrych wspomnień, jednak ten zrobił na mnie pozytywne
wrażenie. Nie obciążał, faktycznie wygładzał włosy i nadawał połysk. Zapach
miał typowy dla produktów Dove. Moim zdaniem warto go wypróbować.
Dwa bardzo
podobne do siebie szampony z Alverde i Alterra nadające połysk. Oba
miały podobny zapach, konsystencję i zbliżony do siebie skład. Były okej, ale
mojego serca nie skradły. Garnier Ultra Doux odżywka z olejkiem awokado i masłem karite czyli hit na
blogach włosomaniaczek. Jedne dziewczyny ją uwielbiają a inne wręcz przeciwnie.
U mnie spisywała się bardzo dobrze i pewnie kiedyś kupię ją ponownie, chociaż
słyszałam, że pozmieniali coś w składzie. Nivea Long Repair odżywka do włosów długich i rozdwajających się. Pisałam o
niej osobny post. Mój ulubieniec i stały gość w łazience. Juz kupiłam kolejne
opakowanie. Polecam wypróbować, jeśli jeszcze nie miałyście okazji.
Trzy suche szampony, których ostatnio używam rzadziej, a jak już to raczej w celu dodania objętości. Suchy szampon z Isany w porównaniu do Batiste wypada bardzo słabo. Zapach okropny i działanie gorsze. Te z Batiste pachną bardzo ładnie, dobrze odświeżają włosy i unoszą je u nasady. Można je już dostać w sklepach stacjonarnych jak i w sklepach internetowych.
I na koniec
niestety trzy buble, które mi sie trafiły. Joanna
Rzepa odżywka wzmacniająca,
która ani nie odżywiała ani nie wzmacniała. Rzadka konsystencja, specyficzny
zapach, brak jakiegokolwiek działania na włosach. Marion Termoochrona mgiełka chroniąca włosy przed wysoką
temperatura. Nie umiem ocenić, czy chroniła przed wysoką temperaturą ale
niestety u mnie całkowicie sie nie sprawdziła. Sklejała włosy i robiła z nich
sianko, nie ważne czy użyłam jej mniej czy więcej. Nie dałam rady nawet jej zużyć
do końca i mniej więcej połowa wylądowała w śmietniku. Timotei szampon nadający objętość to taki pół bubel. Mniej więcej do
połowy buteleczki byłam z niego zadowolona, bo bardzo ładnie doczyszczał włosy
i odbijał je od nasady. Później niestety zaczął obciążać włosy, które szybko po
umyciu zaczynały wyglądać nieświeżo.
To już wszystkie
moje włosowe zużycia z ostatnich tygodni. Najbardziej cieszę się z pozbycia
tych trzech ostatnich produktów, które u mnie niestety się nie sprawdziły i nie
robiły nic z tego co obiecywał producent. Używałyście coś z tych kosmetyków,
które udało mi się zużyć? Sprawdziły się Wam czy wręcz przeciwnie? Pozdrawiam z
całkowitego odludzia w Bieszczadach!


