Moje baby hair - suplementy i kosmetyki.

We wrześniowej aktualizacji włosów pokazywałam Wam moje wyhodowane baby hair, z których niedługo będę mogła sobie czesać grzywkę. Dziś chciałabym opisać dokładniej, co moim zdaniem przyczyniło się do tego, że w moim zakolach pokazały się nowe włoski. Nie będę tu pisała o żadnych szamponach i odżywkach, ponieważ według mnie zostawiamy takie produkty na zbyt krótki czas na naszych włosach, żeby mogły jakoś znacząco wpłynąć na pobudzenie wzrostu.  Zacznijmy od tego, co zadziałało od środka.




  1. Regularnie przyjmowałam BIOTEBAL i CYNK.
W ulotce czytamy, że Biotebal to preparat witaminowy, stosowany w niedoborze biotyny, czyli witaminy z grupy B. Jego niedobór może powodować zaburzenia wzrostu włosów i paznokci. . Biotyna wspomaga procesy powstawania keratyny i różnicowania się komórek naskórka oraz włosów i paznokci, poprawiając ich stan. 



Cynk jest mikroelementem, którego niedobór powoduje pogorszenie się stanu włosów, skóry i paznokci.


Oba preparaty zostały mi polecone przez panią dermatolog. Zaczęłam je przyjmować od razu tego samego dnia po wizycie. I nawet nie zorientowałam się, że mam baby hair, a włosy na długości rosną zdecydowanie szybciej. Dopiero zostałam uświadomiona przez fryzjerkę, która myjąc mi włosy, zwróciła uwagę  na sterczące, już całkiem długie antenki przy zakolach. Teraz miałam okres przerwy w przyjmowaniu, ale od jutra wracam już do kuracji i regularnego przyjmowania suplementów.

  1. Przed każdym myciem na noc wcierałam ziołowy Eliksir wzmacniający włosy z Green Pharmacy.


Ten kosmetyk stał u mnie na półce już dłuższy czas. Początkowo używałam go jako mgiełki na włosy i kompletnie się nie sprawdził. Przesuszał i plątał, a włosy były szorstkie i matowe. Dlatego go odłożyłam i stwierdziłam, że zioła może jednak nie są dla moich włosów. Pewnego dnia stwierdziłam, że nie mam żadnej wcierki więc spróbuję używać tego Eliksiru wcierając go tylko w skórę głowy. Robiłam to przed każdym myciem na noc, czyli średnio co dwa dni. Nie zauważyłam żadnego przesuszenia skóry głowy. Widocznymi efektami było za to wzmocnienie włosów, ograniczenie wypadania i wysyp nowych baby hair. Na pewno kupię ponownie ten Eliksir ze względu na jego działanie i bardzo dobry skład, w którym nie znajdziemy alkoholu tylko dużo ekstraktów roślinnych.

  1. Piłam nieregularnie pokrzywę i skrzyp, łykałam tran i myłam włosy szamponem pokrzywowym.
Nie wiem na ile picie herbatek ziołowych i mycie włosów szamponem pokrzywowym, który trzymam na włosach chwilę mogło przyczynić się do pobudzenia wzrostu włosa. Chciałabym pokrzywę i skrzyp pić regularnie, ale niestety nie jestem w stanie znieść tego smaku.

***
Czekam w komentarzach na Wasze sprawdzone sposoby i kosmetyki pobudzające wzrost włosów. A już w niedługim czasie na blogu pojawi się niespodzianka dla Was. Pozdrawiam!




PROJEKT DENKO - wrzesień.

Po wakacjach nazbierało mi się troche pustych opakowań, które chomikuję w wielkiej torbie i każdy kto przychodzi do mnie zawsze się pyta po co mi puste opakowania ;). Kosmetyki zaczeły powoli się z torby wysypywać, dlatego postanowiłam, że czas zrobić zdjęcia i dodać kolejny post na bloga o denku. Uzbierało mi się całkiem dużo produktów. Niektóre z nich były niewypałem, a niektóre okazały się być ulubieńcami. Zapraszam do oglądania :)


1. Ziaja Ulga, płyn micelarny – jeden z gorszych płynów jakie używałam. Z makijażem oka nie radził sobie wcale. Szczypał w oczy i trzeba było trzeć wacikiem żeby zmyć cokolwiek. Z makijażem twarzy było już lepiej, ale też nie zachwycał. Kosztował parę złoty, był całkiem wydajny, ale NIE KUPIĘ PONOWNIE.

2. Ziaja, uniwersalny płyn do demakijażu oczu – według mnie był bardzko kiepski. O zmyciu tuszu nie było mowy. W dodatku był niewydajny. Zużyłam do zmywania twarzy. NIE KUPIĘ PONOWNIE.

3. Be beauty, płyn micelarny – biedronkowy micel porównywany do Biodermy. U mnie spisywał się bardzo dobrze zarówno w kwestii zmywania makijażu oka jak i twarzy. Za cenę 5zł otrzymujemy całkiem wydajny produkt, który u mnie zdecydowanie daje radę. Zdarzyło mi się go też używać jako toniku i też byłam zadowolona. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.


4. Rival de loop, odświeżający tonik do twarzy z alkoholem – z reguły staram się unikać toników z alkoholem i tak do końca nie wiem czemu kupiłam ten produkt. Nie używałam go codziennie, ale przy stosowaniu 2-3 razy w tygodniu spisywał się bardzo dobrze. Odświeżał twarz ale też lekko wysuszał, dlatego stosowałam go na miejsca, gdzie miałam jakieś wypryski. RACZEJ NIE KUPIE PONOWNIE, bo jest jeszcze wiele innych toników, które chciałabym przetestować.
5.Bioderma Sensibio, płyn micelarny – kultowy już kosmetyk. Dla mnie idealny. Genialnie zmywa makijaż oczu nie podrażniając ich. Radzi sobie nawet z mocnym makijażem i wodoodpornym tuszem. To już kolejna buteleczka, na której się nie zawiodłam. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.


6. Ziaja Med., fizjoderm żel oczyszczanie demakijaż – jeden z moich ulubieńców wszechczasów. Żel idealnie zmywa makijaż bez podrażniania i wysuszania. Nie szczypie w oczy, nie ma po nim uczucia ściągnięcia. Jest niedrogi, a przy tym bardzo wydajny. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

7. Ziaja Tin Tin, maseczka antybakteryjna – jeden wielki koszmar. Użyłam góra 3 razy. Twarz czerwona, podrażniona. Producent obiecuje dokładne oczyszczenie, ograniczenie rozwoju bakterii i zapobieganie powstawania wyprysków. Nic z tych rzeczy. Maseczka nie pomaga tylko szkodzi. NA PEWNO NIE KUPIĘ PONOWNIE

8. Vichy Eau Thermale, miniaturka wody termalnej- miniaturkę dostałam przy okazji zakupów w aptece i od razu wrzuciłam ją do torebki. Pryskałam nią twarz i dekolt w upalne dni. Świetnie odświeżała i łagodziła podrażnienia. Chciałabym jeszcze wypróbować wodę termalną z Uriage i La Roche Possay dlatego MOŻE KUPIĘ PONOWNIE.


9. Barwa Ziołowa, Szampon tatarako-chmielowy – bardzo dobry oczyszczający szampon za niewielką cenę. Nie wysuszał i nie plątał włosów. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

10. Mrs Potters, balsam z aloesem i jedwabiem – jako samodzielna odżywka był za słaby, nie robił nic z włosami. Jako pierwsza odżywka w metodzie OMO spisywał się całkiem dobrze.  RACZEJ NIE KUPIĘ PONOWNIE, bo ten balsam nie powalił mnie na kolana.

11. Babydream fur mama, balsam do kąpieli – kosmetyk uniwersalny. Używałam jako balsam do kąpieli jak i szampon, który delikatnie mył włosy. Lekko je platał, dlatego nie obeszło się bez dobrej odżywki. Uwielbiam przede wszystkim za zapach. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.

12. Loreal Elseve Arginine Resist, szampon wzmacniający – szampon z silikonami, który u mnie sprawdził się bardzo dobrze. Nie obciążał, a włosy po jego użyciu były gładkie i błyszczące. Zapach charakterystyczny dla szamponów Elseve, utrzymywał się bardzo długo na włosach. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.


13. Balea, odżywka kokosowa – tania i bardzo dobra odżywka do codziennego stosowania. Ładnie wygładzała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Jedna z lepszych odżywek Balea, które używałam. Szkoda, że są w Polsce kiepsko dostępne. Jak będę miała możliwość to NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE.

14. Aussie, 3 minute miracle reconstructor – odżywka przywieziona jeszcze z Londynu, zanim Aussie weszło do Rossmanna. Całkiem fajna odżywka, chociaż zdarzało jej się obciążyć mi włosy. RACZEJ NIE KUPIĘ PONOWNIE zwłaszcza w cenie regularnej, bo uważam że ceny w Rossmannie są zdecydowanie zawyżone, a ta odżywka nie jest warta tych pieniędzy.

15.Farmona, Jantar mgiełka do włosów - bubel, bubel, bubel, który doczekał się osobnego posta KLIK. NA PEWNO NIE KUPIĘ PONOWNIE.

16. Isana, suchy szampon- namiętenie przeze mnie używany, po tym jak skończyły mi się Batiste. Teraz kiedy mam do Batiste bardzo dobry dostęp, raczej nie będe kupowała Isany, chyba że w promocji. Według mnie ten suchy szampon jest mało wydajny i ma kiepski zapach. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE. 

***
Dobrnęłam do końca tego całkiem długiego posta. Teraz mogę wyrzucić pełną reklamówę zużytych opakowań do śmiertnika i zaczynam zbierać od nowa :) Pozdrawiam już z Poznania i życzę miłego dnia!

Moje włosy - wrzesień 2013 + baby hair.

Dziś czas na powakacyjną aktualizację włosów. Wakacje spędzałam nad morzem i w górach, a włosy zawsze wystawione były na działanie słońca. Mimo stosowania ochrony zmagam się teraz z lekkim przesuszeniem na końcach. W sierpniu byłam u fryzjera i podcięłam kilka cm włosów. Nie zdecydowałam się wtedy na jakiekolwiek cieniowanie, dlatego po weekendzie idę znowu żeby je lekko wycieniować, bo mam wrażenie, że gorzej się układają. Ponad to wyhodowałam sobie baby hair, które są już całkiem długie, a najwięcej ich jest w zakolach. Postanowiłam, że zrobię o tym osobny wpis, gdzie pokażę i opiszę produkty, których używałam i które moim zdaniem przyczyniły się do tego, że wyrosły mi nowe włosy. 





Na tym zdjęciu widać baby hair. Najwięcej jest ich w zakolach, ale zauważyłam też, że całe włosy rosną dużo szybciej niż zazwyczaj, nie wypadają. 


Post o baby hair już się pisze, więc możecie się go spodziewać w niedługim czasie. Tak samo jak zdjęć włosów już po fryzjerze. Przede mną przeprowadzka do Poznania i rozpoczęcie studenckiego życia :) Czytają mnie jakieś Poznanianki? Ja tymczasem pozdrawiam z deszczowego Płocka :)

Bubel od Farmony

Jakiś czas temu, przed wyjazdem nad morze, zaczęłam interesować się tym jak ochronić włosy przed promieniowaniem UV i zabezpieczyć je przed słoną wodą. Trafiłam na nawilżająco-ochronną mgiełkę z serii Jantar od Farmony. Mgiełkę dorwałam w osiedlowej drogerii za niecałe 10 zł. Zawsze słyszałam tylko o odżywce do skóry głowy z serii Jantar, dlatego nie zastanawiając się długo kupiłam mgiełkę, w której pokładałam nadzieję, że pomoże mi ochronić włosy przed słońcem. 


Mgiełka zamknięta jest w ciemnobrązowej buteleczce z atomizerem, który spisywał się bez zarzutów i rozpylał produkt równomiernie. Zapach jest taki sam jak w przypadku odżywki do skóry głowy czyli jak to opisują inne dziewczyny przypomina zapach tanich męskich perfum. Ale najważniejsze jest działanie. Niestety produkt nie powala na kolana. Używałam go głównie na plaży i niestety nie zauważyłam żeby zabezpieczył moje włosy. Wręcz przeciwnie. Przyspieszał przetłuszczanie się włosów i niestety je przesuszał, co prawdopodobnie spowodowanie jest alkoholem na drugim miejscu w składzie. Nie ułatwia rozczesywania, włosy po mgiełce są tępe i szorstkie. Zużyłam więcej nie połowę opakowania i resztę spróbuje zużyć jako wcierkę lub po prostu wyleję. Na pewno nie będę stosować mgiełki już na całą długość, bo więcej z tego szkody niż pożytku. Produkt nie spełnia żadnych obietnic, które wypisane są na buteleczce, co więcej moim szkodzi. 




PLUSY:
  • wydajność
  • niska cena
  • poręczne opakowanie
MINUSY:
  • przesusza włosy
  • nie chroni ich przed promieniowaniem UV
  • kiepski skład (alkohol na drugim miejscu w składzie, wyciąg z bursztynu pod koniec)
  • słaba dostępność
  • obciąża i przyspiesza przetłuszczanie
  • włosy po użyciu są matowe, szorstkie i ciężko je rozczesać



Znowu długa przerwa spowodowana wyjazdami. Zaliczyłam już morze, a teraz jestem w górach. W międzyczasie zdałam egzamin na prawo jazdy, co wiązało się z lekkim stresem :D Na szczęście udało się za pierwszym razem. Mam sporo nowych produktów do testowania i recenzowania. Mam nadzieję, że Wam wakacje mijają w świetnej atmosferze. Pozdrawiam z Bieszczad!

Bo po denku czas na zakupy!

W ostatnim poście pokazałam Wam, co udało mi się zdenkować w ciągu ostatnich tygodni. Były to tylko kosmetyki do pielęgnacji/stylizacji włosów. Dziś pokażę Wam zakupy, które poczyniłam ostatnimi czasy. Będę miała co testować i co recenzować ;)


1. Syoss Oleo Intesne Thermo Care - szampon do włosów suchych i szorstkich. Ma wysoko w składzie keratynę, pantenol i olej z pestek moreli. Jeszcze nie testowałam, zobaczymy jak się sprawdzi.

2. Dove Silk & sleek - szampon wygładzający. Kupiłam z myślą o wakacjach nad morzem, gdzie moje włosy żyją własnym życiem. Zawiera w składzie silikon, więc liczę, że zabezpieczy włosy przed słońcem i słoną wodą. 

3. Dove Intense Repair - odżywka do włosów zniszczonych. Mam zamiar stosować w duecie z wygładzającym szamponem.


4. Garnier Ultra Doux - odżywka z awokado i masłem karite do włosów suchych i zniszczonych. To kolejne moje opakowanie tej odżywki. Bardzo dobrze nawilża i wygładza. Znana jest chyba każdej włosomaniaczce.

5. Nivea Long Repair - odżywka odbudowująca do włosów łamliwych. W projekcie denko pokazywałam puste opakowanie i od razu musiałam kupić nowe. TU jest pełna recenzja produktu. Dla mnie jedna z lepszych odżywek jakie używałam. 

6. Dove Nourishing Oil Care - odżywka w sprayu bez spłukiwania. Mam nadzieję, że pomoże mi rozczesywać włosy po myciu. Jak się nie sprawdzi zużyję ją jako dodatkową ochronę przed słońcem na plaży albo nad jeziorem. 


7. Timotei Intensywna Odbudowa - szampon do włosów suchych i zniszczonych z olejem z awokado. Urzekł mnie jego piękny zapach i niewysoka cena. Zobaczymy jak się sprawdzi.

8. Timotei Wymarzona Objętość - szampon skusił mnie pięknym cytrusowo-gejpfrutowym zapachem. Używałam dopiero parę razy, więc nie mogę o nim dużo powiedzieć. 

9. Isana Professional - odżywka do włosów kręconych. Jest to bardziej zakup mojej mamy, ale sama chętnie przetestuję. Była niedroga, ma dużą pojemność. 

10. Isana Professional - szampon do włosów kręconych. Zobaczymy jak sprawdzi się w duecie z odżywką. 


Dwie maski Biovax kupione na promocji w Superpharm. Jedna z keratyną i jedwabiem, a druga z olejami arganowym, makadamia i kokosowym. Zaczęłam już wstępnie testować, ale nie mam jeszcze wyrobionej opinii. Słyszałam o nich różne opinie, dlatego swojej chciałabym być całkowicie pewna.

I na koniec kolejna maska firmy Scandic Line. Tym razem maska nawilżająca z ekstraktem z owoców. Wersją kokosową i mleczną jestem zachwycona. Zobaczymy jak sprawdzi się ich siostra.

***
To już wszystkie zakupy. Jak na to patrzę to trochę się tego nazbierało. Prawie wszystkie kosmetyki są dla mnie nowe, nigdy ich nie używałam. Może Wy znacie/używacie/lubicie? Dajcie znać w komentarzach, bo nie wiem od czego zacząć moje testy. Teraz szerokim łukiem będę omijać w drogeriach półki z kosmetykami do włosów, dopóki nie zużyję tego co nakupowałam. Na koniec chciałam jeszcze dodać, że możecie mnie znaleźć na bloglovin. W końcu i ja się skusiłam ;) Zapraszam do obserwowania mnie tam. Pozdrawiam!

Włosowe denko + dwa buble.

Denko w tym miesiącu musiałam podzielić na dwie części. Dziś pokażę same produkty do pielęgnacji i stylizacji włosów. Udało mi się zużyć parę próbek i miniatur, które zabrałam na szybkie i spontaniczne wakacje w Rzymie, ale nic nie zasłużyło na specjalną uwagę. Jak na złość wszystkie produkty kończą się na raz (zwłaszcza maski i odżywki), ale już wypełniłam luki ;)


1. Scandic Line Coco Mask - maska z ekstraktem z kokosa do włosów zniszczonych. Chyba nie ma co pisać na jej temat. Już kupiłam litrowe opakowanie. Uwielbiam za zapach a przede wszystkim za niesamowite działanie.

2. Scandic Line Milk Mask - zakwaszająca maska z mlekiem i miodem do włosów farbowanych. TU znajdziecie pełną recenzję tego produktu. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Na pewno KUPIĘ PONOWNIE i to w litrowym opakowaniu.


3,4. Suche szampony Batiste. Chyba każda włosomaniaczka o nich słyszała. Przywiozłam 3 sztuki z Londynu i starczyły na całkiem długi okres. Trochę je oszczędzałam i używałam zamiennie z Isaną. Robiłam ich porównanie TU. KUPIĘ PONOWNIE jak tylko wejdą stacjonarnie do drogerii albo jak będę bardzo potrzebująca to zamówię online. 

5. Isana lakier do włosów "połysk koloru" - nie wiem co napisać o tym lakierze. Nie robił nic z włosami. Ani nie sklejał, ani nie utrwalał fryzury. Szkoda nawet tych paru złotych na promocji.  NIE KUPIĘ PONOWNIE


6. Nasza kochana wycofana odżywka Isana z olejem Babassu - oszczędzałam ile się dało, ale niestety dobiła końca. Powinnam o niej coś pisać? Świetnie wygładzała, ułatwiała rozczesywanie i pomagała utrzymać w ryzach puszące się włosy. 

7. Nivea Long Repair- odżywka odbudowująca do włosów łamliwych. Jedna z lepszych odżywek jakie używałam. TU pełna jej recenzja. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

8. Isana - maska do włosów płynny jedwab. Dla mnie była za słaba jako maska. Stosowałam ją bardziej jako odżywkę. Nie wyróżniała się niczym specjalnym. Lekko nawilżała, wygładzała i nie obciążała. Niestety nie zachwyciła mnie na tyle żebym leciała od razu i kupowała ją ponownie. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE


9. Joanna z Apteczki Babuni - szampon jajeczny do włosów rozjaśnianych. Jeden z moich ulubionych szamponów. Dobrze myje, nie obciąża, nie plącze włosów. Zapach ma bardzo przyjemny i generalnie mam z nim bardzo dobre wspomnienia. Dla mnie dobry szampon to taki, który nie obciąża, nie plącze włosów i ich nie wysusza.  NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

No i na koniec niestety dwa buble. Nie skończyłam tych kosmetyków do końca, bo nie dałam rady. Resztki musiałam wylać. Pierwszym niewypałem jest odżywka bez spłukiwania z Isany z olejem arganowym i masłem shea. Tragiczna odżywka, która powinna lekko nawilżać i ułatwiać rozczesywanie, a robiła wszystko dokładnie na odwrót. Wysuszała włosy, robiła z nich sztywne sianko, którego nie dało się rozczesać. Wylałam więcej niż pół odżywki. Drugim bublem jest woda brzozowa, która powinna przyspieszać wzrost włosów. Niestety wysuszała skórę głowy i przy regularnym stosowaniu nie zauważyłam przyspieszonego wzrostu włosów. Oczywiście do obu produktów na pewno nie wrócę.

***

Właśnie wróciłam z zakupów w Rossmannie. Weszłam tylko po odżywkę Nivea Long Repair a wyszłam z trzema innym odżywkami i szamponami. Więc nadrobiłam ze trzy razy to co zużyłam :) Mam teraz dużo czasu na testowanie nowych produktów, dlatego spodziewajcie się recenzji. Postaram się wrzucić post z zakupami, bo wszystko co kupiłam kręci się wokół włosów. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!