Moje włosy - wrzesień 2013 + baby hair.

Dziś czas na powakacyjną aktualizację włosów. Wakacje spędzałam nad morzem i w górach, a włosy zawsze wystawione były na działanie słońca. Mimo stosowania ochrony zmagam się teraz z lekkim przesuszeniem na końcach. W sierpniu byłam u fryzjera i podcięłam kilka cm włosów. Nie zdecydowałam się wtedy na jakiekolwiek cieniowanie, dlatego po weekendzie idę znowu żeby je lekko wycieniować, bo mam wrażenie, że gorzej się układają. Ponad to wyhodowałam sobie baby hair, które są już całkiem długie, a najwięcej ich jest w zakolach. Postanowiłam, że zrobię o tym osobny wpis, gdzie pokażę i opiszę produkty, których używałam i które moim zdaniem przyczyniły się do tego, że wyrosły mi nowe włosy. 





Na tym zdjęciu widać baby hair. Najwięcej jest ich w zakolach, ale zauważyłam też, że całe włosy rosną dużo szybciej niż zazwyczaj, nie wypadają. 


Post o baby hair już się pisze, więc możecie się go spodziewać w niedługim czasie. Tak samo jak zdjęć włosów już po fryzjerze. Przede mną przeprowadzka do Poznania i rozpoczęcie studenckiego życia :) Czytają mnie jakieś Poznanianki? Ja tymczasem pozdrawiam z deszczowego Płocka :)

Bubel od Farmony

Jakiś czas temu, przed wyjazdem nad morze, zaczęłam interesować się tym jak ochronić włosy przed promieniowaniem UV i zabezpieczyć je przed słoną wodą. Trafiłam na nawilżająco-ochronną mgiełkę z serii Jantar od Farmony. Mgiełkę dorwałam w osiedlowej drogerii za niecałe 10 zł. Zawsze słyszałam tylko o odżywce do skóry głowy z serii Jantar, dlatego nie zastanawiając się długo kupiłam mgiełkę, w której pokładałam nadzieję, że pomoże mi ochronić włosy przed słońcem. 


Mgiełka zamknięta jest w ciemnobrązowej buteleczce z atomizerem, który spisywał się bez zarzutów i rozpylał produkt równomiernie. Zapach jest taki sam jak w przypadku odżywki do skóry głowy czyli jak to opisują inne dziewczyny przypomina zapach tanich męskich perfum. Ale najważniejsze jest działanie. Niestety produkt nie powala na kolana. Używałam go głównie na plaży i niestety nie zauważyłam żeby zabezpieczył moje włosy. Wręcz przeciwnie. Przyspieszał przetłuszczanie się włosów i niestety je przesuszał, co prawdopodobnie spowodowanie jest alkoholem na drugim miejscu w składzie. Nie ułatwia rozczesywania, włosy po mgiełce są tępe i szorstkie. Zużyłam więcej nie połowę opakowania i resztę spróbuje zużyć jako wcierkę lub po prostu wyleję. Na pewno nie będę stosować mgiełki już na całą długość, bo więcej z tego szkody niż pożytku. Produkt nie spełnia żadnych obietnic, które wypisane są na buteleczce, co więcej moim szkodzi. 




PLUSY:
  • wydajność
  • niska cena
  • poręczne opakowanie
MINUSY:
  • przesusza włosy
  • nie chroni ich przed promieniowaniem UV
  • kiepski skład (alkohol na drugim miejscu w składzie, wyciąg z bursztynu pod koniec)
  • słaba dostępność
  • obciąża i przyspiesza przetłuszczanie
  • włosy po użyciu są matowe, szorstkie i ciężko je rozczesać



Znowu długa przerwa spowodowana wyjazdami. Zaliczyłam już morze, a teraz jestem w górach. W międzyczasie zdałam egzamin na prawo jazdy, co wiązało się z lekkim stresem :D Na szczęście udało się za pierwszym razem. Mam sporo nowych produktów do testowania i recenzowania. Mam nadzieję, że Wam wakacje mijają w świetnej atmosferze. Pozdrawiam z Bieszczad!

Bo po denku czas na zakupy!

W ostatnim poście pokazałam Wam, co udało mi się zdenkować w ciągu ostatnich tygodni. Były to tylko kosmetyki do pielęgnacji/stylizacji włosów. Dziś pokażę Wam zakupy, które poczyniłam ostatnimi czasy. Będę miała co testować i co recenzować ;)


1. Syoss Oleo Intesne Thermo Care - szampon do włosów suchych i szorstkich. Ma wysoko w składzie keratynę, pantenol i olej z pestek moreli. Jeszcze nie testowałam, zobaczymy jak się sprawdzi.

2. Dove Silk & sleek - szampon wygładzający. Kupiłam z myślą o wakacjach nad morzem, gdzie moje włosy żyją własnym życiem. Zawiera w składzie silikon, więc liczę, że zabezpieczy włosy przed słońcem i słoną wodą. 

3. Dove Intense Repair - odżywka do włosów zniszczonych. Mam zamiar stosować w duecie z wygładzającym szamponem.


4. Garnier Ultra Doux - odżywka z awokado i masłem karite do włosów suchych i zniszczonych. To kolejne moje opakowanie tej odżywki. Bardzo dobrze nawilża i wygładza. Znana jest chyba każdej włosomaniaczce.

5. Nivea Long Repair - odżywka odbudowująca do włosów łamliwych. W projekcie denko pokazywałam puste opakowanie i od razu musiałam kupić nowe. TU jest pełna recenzja produktu. Dla mnie jedna z lepszych odżywek jakie używałam. 

6. Dove Nourishing Oil Care - odżywka w sprayu bez spłukiwania. Mam nadzieję, że pomoże mi rozczesywać włosy po myciu. Jak się nie sprawdzi zużyję ją jako dodatkową ochronę przed słońcem na plaży albo nad jeziorem. 


7. Timotei Intensywna Odbudowa - szampon do włosów suchych i zniszczonych z olejem z awokado. Urzekł mnie jego piękny zapach i niewysoka cena. Zobaczymy jak się sprawdzi.

8. Timotei Wymarzona Objętość - szampon skusił mnie pięknym cytrusowo-gejpfrutowym zapachem. Używałam dopiero parę razy, więc nie mogę o nim dużo powiedzieć. 

9. Isana Professional - odżywka do włosów kręconych. Jest to bardziej zakup mojej mamy, ale sama chętnie przetestuję. Była niedroga, ma dużą pojemność. 

10. Isana Professional - szampon do włosów kręconych. Zobaczymy jak sprawdzi się w duecie z odżywką. 


Dwie maski Biovax kupione na promocji w Superpharm. Jedna z keratyną i jedwabiem, a druga z olejami arganowym, makadamia i kokosowym. Zaczęłam już wstępnie testować, ale nie mam jeszcze wyrobionej opinii. Słyszałam o nich różne opinie, dlatego swojej chciałabym być całkowicie pewna.

I na koniec kolejna maska firmy Scandic Line. Tym razem maska nawilżająca z ekstraktem z owoców. Wersją kokosową i mleczną jestem zachwycona. Zobaczymy jak sprawdzi się ich siostra.

***
To już wszystkie zakupy. Jak na to patrzę to trochę się tego nazbierało. Prawie wszystkie kosmetyki są dla mnie nowe, nigdy ich nie używałam. Może Wy znacie/używacie/lubicie? Dajcie znać w komentarzach, bo nie wiem od czego zacząć moje testy. Teraz szerokim łukiem będę omijać w drogeriach półki z kosmetykami do włosów, dopóki nie zużyję tego co nakupowałam. Na koniec chciałam jeszcze dodać, że możecie mnie znaleźć na bloglovin. W końcu i ja się skusiłam ;) Zapraszam do obserwowania mnie tam. Pozdrawiam!

Włosowe denko + dwa buble.

Denko w tym miesiącu musiałam podzielić na dwie części. Dziś pokażę same produkty do pielęgnacji i stylizacji włosów. Udało mi się zużyć parę próbek i miniatur, które zabrałam na szybkie i spontaniczne wakacje w Rzymie, ale nic nie zasłużyło na specjalną uwagę. Jak na złość wszystkie produkty kończą się na raz (zwłaszcza maski i odżywki), ale już wypełniłam luki ;)


1. Scandic Line Coco Mask - maska z ekstraktem z kokosa do włosów zniszczonych. Chyba nie ma co pisać na jej temat. Już kupiłam litrowe opakowanie. Uwielbiam za zapach a przede wszystkim za niesamowite działanie.

2. Scandic Line Milk Mask - zakwaszająca maska z mlekiem i miodem do włosów farbowanych. TU znajdziecie pełną recenzję tego produktu. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Na pewno KUPIĘ PONOWNIE i to w litrowym opakowaniu.


3,4. Suche szampony Batiste. Chyba każda włosomaniaczka o nich słyszała. Przywiozłam 3 sztuki z Londynu i starczyły na całkiem długi okres. Trochę je oszczędzałam i używałam zamiennie z Isaną. Robiłam ich porównanie TU. KUPIĘ PONOWNIE jak tylko wejdą stacjonarnie do drogerii albo jak będę bardzo potrzebująca to zamówię online. 

5. Isana lakier do włosów "połysk koloru" - nie wiem co napisać o tym lakierze. Nie robił nic z włosami. Ani nie sklejał, ani nie utrwalał fryzury. Szkoda nawet tych paru złotych na promocji.  NIE KUPIĘ PONOWNIE


6. Nasza kochana wycofana odżywka Isana z olejem Babassu - oszczędzałam ile się dało, ale niestety dobiła końca. Powinnam o niej coś pisać? Świetnie wygładzała, ułatwiała rozczesywanie i pomagała utrzymać w ryzach puszące się włosy. 

7. Nivea Long Repair- odżywka odbudowująca do włosów łamliwych. Jedna z lepszych odżywek jakie używałam. TU pełna jej recenzja. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

8. Isana - maska do włosów płynny jedwab. Dla mnie była za słaba jako maska. Stosowałam ją bardziej jako odżywkę. Nie wyróżniała się niczym specjalnym. Lekko nawilżała, wygładzała i nie obciążała. Niestety nie zachwyciła mnie na tyle żebym leciała od razu i kupowała ją ponownie. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE


9. Joanna z Apteczki Babuni - szampon jajeczny do włosów rozjaśnianych. Jeden z moich ulubionych szamponów. Dobrze myje, nie obciąża, nie plącze włosów. Zapach ma bardzo przyjemny i generalnie mam z nim bardzo dobre wspomnienia. Dla mnie dobry szampon to taki, który nie obciąża, nie plącze włosów i ich nie wysusza.  NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

No i na koniec niestety dwa buble. Nie skończyłam tych kosmetyków do końca, bo nie dałam rady. Resztki musiałam wylać. Pierwszym niewypałem jest odżywka bez spłukiwania z Isany z olejem arganowym i masłem shea. Tragiczna odżywka, która powinna lekko nawilżać i ułatwiać rozczesywanie, a robiła wszystko dokładnie na odwrót. Wysuszała włosy, robiła z nich sztywne sianko, którego nie dało się rozczesać. Wylałam więcej niż pół odżywki. Drugim bublem jest woda brzozowa, która powinna przyspieszać wzrost włosów. Niestety wysuszała skórę głowy i przy regularnym stosowaniu nie zauważyłam przyspieszonego wzrostu włosów. Oczywiście do obu produktów na pewno nie wrócę.

***

Właśnie wróciłam z zakupów w Rossmannie. Weszłam tylko po odżywkę Nivea Long Repair a wyszłam z trzema innym odżywkami i szamponami. Więc nadrobiłam ze trzy razy to co zużyłam :) Mam teraz dużo czasu na testowanie nowych produktów, dlatego spodziewajcie się recenzji. Postaram się wrzucić post z zakupami, bo wszystko co kupiłam kręci się wokół włosów. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

Nivea Long Repair - odżywka odbudowująca do włosów łamliwych.

Dziś chciałabym napisać parę słów o odżywce powszechnie dostępnej w drogeriach i hipermarketach. Przez jakiś czas unikałam odżywek i szamponów firm typowo drogeryjnych takich jak Nivea czy Loreal. Będąc już dawno temu na zakupach w Rossmannie trafiłam na promocję na wszystkie odżywki Nivea i skusiłam się na wersję do włosów łamliwych, rozdwajających się. Używałam jej regularnie, skończyłam opakowanie i postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią. 


Opakowanie: schludne i całkiem wygodne, pod koniec trochę ciężko wycisnąć odżywkę.

Zapach: słodki, ciepły, nieco mdlący. Utrzymuje się na włosach po wysuszeniu.

Konsystencja i wydajność: odżywka ma konsystencje zwartą i gęstą, nie przelatuje przez palce. Jednak mimo swojej konsystencji jest średnio wydajna. Musiałam nałożyć porządną porcję, żeby moje włosy poczuły się dopieszczone :D


W składzie znajdziemy m.in keratynę, olej z babassu i silikony. Nie ma alkoholi, które mogłyby wysuszyć włosy. Jeśli nie uciekacie z krzykiem na widok silikonów w składzie polecam wypróbowanie tej odżywki ;)

Cena: w granicach 7-8zł.

Dostępność: wszystkie drogerie, hipermarkety.

Działanie to najważniejszy aspekt w recenzji kosmetycznej. Używałam odżywki zawsze na samą długość włosów, nigdy na skórę głowy. Zostawiałam na 3 minuty albo na minut 15. W tym przypadku im dłużej trzymałam, tym lepsze efekty uzyskiwałam. Już chwilę po nałożeniu wyczuwalne było wygładzenie włosów, które można było przeczesać palcami bez wyrywania ich. Przy zmywaniu włosy dalej były gładkie i śliskie. Ale najbardziej oko cieszyły efekty po wysuszeniu. Włosy były sypkie, gładkie, niesamowicie lśniące, nie plątały się. Odżywka nie obciąża i nie przyspiesza przetłuszczania (co jest plusem przy moich cienkich włosach). Rozjaśniane końcówki po jej zastosowaniu wyglądają naprawdę dobrze. Nie puszą się, co się czasami zdarza i prezentują się bardzo przyzwoicie. 





Czy polecam? Zdecydowanie tak! Bardzo często produkty Nivea są w promocji, dlatego polecam wypróbować, jeśli nie uciekacie na samą myśl o silikonach ;) Ja na pewno po nią wrócę, zwłaszcza w okresie letnim, bo mam wrażenie że bardzo dobrze chroni włosy przed wysoką temperaturą i działaniem promieni słonecznych. Miałyście? Używałyście? Pozdrawiam i w następnym poście zapraszam na włosowe denko :))

Moje włosy - czerwiec 2013.

Nie robiłam aktualizacji moich włosów od lutego. Minęło dużo za dużo czasu, ale w końcu dodaję taki post. Nie jestem jeszcze zadowolona ze obecnego stanu swoich włosów, ale jest już lepiej. Pielęgnacja była raczej uboga, stawiałam na produkty sprawdzone, nie eksperymentowałam. Po cieniowaniu, które pokazywałam w lutym (klik) nie został już ślad, a włosy znowu zrobiły się "plaskie". Dlatego uważam, że wizyta u fryzjera jest wskazana :)






Plan pielęgnacyjny na najbliższy miesiąc:
  • stosować regularnie jakąś wcierkę i olej na długość
  • przejść się do fryzjera podciąć końcówki i lekko pocieniować
  • zadbać o ochronę przed słońcem
  • jeszcze intensywniej nawilżać rozjaśniane końcówki

Najważniejszą rzeczą dla mnie na obecną chwilę jest "wyhodowanie" baby hair, zagęszczenie włosów i przyspieszyć porost. Macie jakieś sprawdzone kosmetyki, suplementy diety albo inne wspomagacze, które pozwolą mi zagęścić czupryne? :D Czekam na wszystkie sugestie. Pozdrawiam!