Włosowe denko + dwa buble.

Denko w tym miesiącu musiałam podzielić na dwie części. Dziś pokażę same produkty do pielęgnacji i stylizacji włosów. Udało mi się zużyć parę próbek i miniatur, które zabrałam na szybkie i spontaniczne wakacje w Rzymie, ale nic nie zasłużyło na specjalną uwagę. Jak na złość wszystkie produkty kończą się na raz (zwłaszcza maski i odżywki), ale już wypełniłam luki ;)


1. Scandic Line Coco Mask - maska z ekstraktem z kokosa do włosów zniszczonych. Chyba nie ma co pisać na jej temat. Już kupiłam litrowe opakowanie. Uwielbiam za zapach a przede wszystkim za niesamowite działanie.

2. Scandic Line Milk Mask - zakwaszająca maska z mlekiem i miodem do włosów farbowanych. TU znajdziecie pełną recenzję tego produktu. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Na pewno KUPIĘ PONOWNIE i to w litrowym opakowaniu.


3,4. Suche szampony Batiste. Chyba każda włosomaniaczka o nich słyszała. Przywiozłam 3 sztuki z Londynu i starczyły na całkiem długi okres. Trochę je oszczędzałam i używałam zamiennie z Isaną. Robiłam ich porównanie TU. KUPIĘ PONOWNIE jak tylko wejdą stacjonarnie do drogerii albo jak będę bardzo potrzebująca to zamówię online. 

5. Isana lakier do włosów "połysk koloru" - nie wiem co napisać o tym lakierze. Nie robił nic z włosami. Ani nie sklejał, ani nie utrwalał fryzury. Szkoda nawet tych paru złotych na promocji.  NIE KUPIĘ PONOWNIE


6. Nasza kochana wycofana odżywka Isana z olejem Babassu - oszczędzałam ile się dało, ale niestety dobiła końca. Powinnam o niej coś pisać? Świetnie wygładzała, ułatwiała rozczesywanie i pomagała utrzymać w ryzach puszące się włosy. 

7. Nivea Long Repair- odżywka odbudowująca do włosów łamliwych. Jedna z lepszych odżywek jakie używałam. TU pełna jej recenzja. NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

8. Isana - maska do włosów płynny jedwab. Dla mnie była za słaba jako maska. Stosowałam ją bardziej jako odżywkę. Nie wyróżniała się niczym specjalnym. Lekko nawilżała, wygładzała i nie obciążała. Niestety nie zachwyciła mnie na tyle żebym leciała od razu i kupowała ją ponownie. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE


9. Joanna z Apteczki Babuni - szampon jajeczny do włosów rozjaśnianych. Jeden z moich ulubionych szamponów. Dobrze myje, nie obciąża, nie plącze włosów. Zapach ma bardzo przyjemny i generalnie mam z nim bardzo dobre wspomnienia. Dla mnie dobry szampon to taki, który nie obciąża, nie plącze włosów i ich nie wysusza.  NA PEWNO KUPIĘ PONOWNIE

No i na koniec niestety dwa buble. Nie skończyłam tych kosmetyków do końca, bo nie dałam rady. Resztki musiałam wylać. Pierwszym niewypałem jest odżywka bez spłukiwania z Isany z olejem arganowym i masłem shea. Tragiczna odżywka, która powinna lekko nawilżać i ułatwiać rozczesywanie, a robiła wszystko dokładnie na odwrót. Wysuszała włosy, robiła z nich sztywne sianko, którego nie dało się rozczesać. Wylałam więcej niż pół odżywki. Drugim bublem jest woda brzozowa, która powinna przyspieszać wzrost włosów. Niestety wysuszała skórę głowy i przy regularnym stosowaniu nie zauważyłam przyspieszonego wzrostu włosów. Oczywiście do obu produktów na pewno nie wrócę.

***

Właśnie wróciłam z zakupów w Rossmannie. Weszłam tylko po odżywkę Nivea Long Repair a wyszłam z trzema innym odżywkami i szamponami. Więc nadrobiłam ze trzy razy to co zużyłam :) Mam teraz dużo czasu na testowanie nowych produktów, dlatego spodziewajcie się recenzji. Postaram się wrzucić post z zakupami, bo wszystko co kupiłam kręci się wokół włosów. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

Nivea Long Repair - odżywka odbudowująca do włosów łamliwych.

Dziś chciałabym napisać parę słów o odżywce powszechnie dostępnej w drogeriach i hipermarketach. Przez jakiś czas unikałam odżywek i szamponów firm typowo drogeryjnych takich jak Nivea czy Loreal. Będąc już dawno temu na zakupach w Rossmannie trafiłam na promocję na wszystkie odżywki Nivea i skusiłam się na wersję do włosów łamliwych, rozdwajających się. Używałam jej regularnie, skończyłam opakowanie i postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią. 


Opakowanie: schludne i całkiem wygodne, pod koniec trochę ciężko wycisnąć odżywkę.

Zapach: słodki, ciepły, nieco mdlący. Utrzymuje się na włosach po wysuszeniu.

Konsystencja i wydajność: odżywka ma konsystencje zwartą i gęstą, nie przelatuje przez palce. Jednak mimo swojej konsystencji jest średnio wydajna. Musiałam nałożyć porządną porcję, żeby moje włosy poczuły się dopieszczone :D


W składzie znajdziemy m.in keratynę, olej z babassu i silikony. Nie ma alkoholi, które mogłyby wysuszyć włosy. Jeśli nie uciekacie z krzykiem na widok silikonów w składzie polecam wypróbowanie tej odżywki ;)

Cena: w granicach 7-8zł.

Dostępność: wszystkie drogerie, hipermarkety.

Działanie to najważniejszy aspekt w recenzji kosmetycznej. Używałam odżywki zawsze na samą długość włosów, nigdy na skórę głowy. Zostawiałam na 3 minuty albo na minut 15. W tym przypadku im dłużej trzymałam, tym lepsze efekty uzyskiwałam. Już chwilę po nałożeniu wyczuwalne było wygładzenie włosów, które można było przeczesać palcami bez wyrywania ich. Przy zmywaniu włosy dalej były gładkie i śliskie. Ale najbardziej oko cieszyły efekty po wysuszeniu. Włosy były sypkie, gładkie, niesamowicie lśniące, nie plątały się. Odżywka nie obciąża i nie przyspiesza przetłuszczania (co jest plusem przy moich cienkich włosach). Rozjaśniane końcówki po jej zastosowaniu wyglądają naprawdę dobrze. Nie puszą się, co się czasami zdarza i prezentują się bardzo przyzwoicie. 





Czy polecam? Zdecydowanie tak! Bardzo często produkty Nivea są w promocji, dlatego polecam wypróbować, jeśli nie uciekacie na samą myśl o silikonach ;) Ja na pewno po nią wrócę, zwłaszcza w okresie letnim, bo mam wrażenie że bardzo dobrze chroni włosy przed wysoką temperaturą i działaniem promieni słonecznych. Miałyście? Używałyście? Pozdrawiam i w następnym poście zapraszam na włosowe denko :))

Moje włosy - czerwiec 2013.

Nie robiłam aktualizacji moich włosów od lutego. Minęło dużo za dużo czasu, ale w końcu dodaję taki post. Nie jestem jeszcze zadowolona ze obecnego stanu swoich włosów, ale jest już lepiej. Pielęgnacja była raczej uboga, stawiałam na produkty sprawdzone, nie eksperymentowałam. Po cieniowaniu, które pokazywałam w lutym (klik) nie został już ślad, a włosy znowu zrobiły się "plaskie". Dlatego uważam, że wizyta u fryzjera jest wskazana :)






Plan pielęgnacyjny na najbliższy miesiąc:
  • stosować regularnie jakąś wcierkę i olej na długość
  • przejść się do fryzjera podciąć końcówki i lekko pocieniować
  • zadbać o ochronę przed słońcem
  • jeszcze intensywniej nawilżać rozjaśniane końcówki

Najważniejszą rzeczą dla mnie na obecną chwilę jest "wyhodowanie" baby hair, zagęszczenie włosów i przyspieszyć porost. Macie jakieś sprawdzone kosmetyki, suplementy diety albo inne wspomagacze, które pozwolą mi zagęścić czupryne? :D Czekam na wszystkie sugestie. Pozdrawiam!

Szał zakupów :DD

Nie oparłam się promocji w Rossmannie ;D Od dłuższego czasu planowałam zakup paru rzeczy, które oczywiście są mi "niezbędne" i teraz miałam idealną okazję, żeby zaoszczędzić parę groszy. Wszystkie zakupy są głównie z Rossmanna i robiłam je na dwa razy. Pokażę Wam też na co skusiła się moja mama.


Dwa słynne masełka do ust z Nivea. Były w promocji za 5,99zł, więc skusiłam się na dwie wersje zapachowe/smakowe. W obu zanurzyłam już palucha i nos :D U mnie wygrywa masełko malinowe pod względem zapachu. Ciekawe jak się sprawdzą na ustach.


Zapas maseczek z Ziaji. Każda kosztowała 0,89zł. Używam od dawna i jestem z nich bardzo zadowolona. Jedna saszetka starcza mi na dwa użycia.



Lakier Wibo nr 253. Kolor zgaszonej, malinowej czerwieni. Kosztował 3,59zł. I lakier z Miss Sporty w kolorze żywej i klasycznej czerwieni za 3,89zł.


Szminko-błyszczyk z Wibo Eliksir w kolorze 07. (kosztowała około 6zł)

Rimmel Apocalips lakier do ust w kolorze 501 Stellar. (kosztowała koło 13zł)

Rimmel Lasting Finish szminka w kolorze 214 Firecracker i druga z kolekcji Kate Moss w kolorze 16. (obie po 11,39zł). 

Wszystkie szminki postaram się pokazać na ustach jak w końcu przestanie padać i będzie dobre światło do robienia zdjęć, żeby jak najlepiej uchwycić kolory. 


Nowa nawilżająca odżywka z Isany. Kupiłam ją jakiś czas temu na promocji za 4zł. Użyłam już kilka razy i pierwsze wrażenie jest mega pozytywne. Oby spisywała się tak dalej.

Suchy szampon z Isany. Skończyłam już wszystkie suche szampony z Batiste (niestety ;<) i chyba zamówię je przez internet. Żeby wypełnić po nich lukę kupiłam ten z Isany, bo nigdy nie wiadomo kiedy będzie potrzebny. A jak się wiele razy przekonałam suchy szampon potrafi uratować życie :D


Soraya morelowy peeling antybakteryjny. Nie mam żadnego dobrego peelingu do twarzy. Skorzystałam z promocji i w koszyku wylądował ten. Zapłaciłam za niego 7,39zł. Jak się nie sprawdzi, zużyję do ciała.

Płyn do płukania ust jakiejś niemieckiej rossmannowskiej firmy. Zawsze używałam tego samego z Colgate, więc stwierdziłam że czas na zmianę. 


AA Pięlęgnacja młodości - krem matująco-normalizujący. Kupiony dwa lub trzy tygodnie temu. Za wcześnie żeby wydawać jakieś opinie, ale muszę powiedzieć, że zapowiada się bardzo obiecująco. Kupiłam do w Auchanie i kosztował około 18zł.

Bell Perfect Cover korektor pod oczy - dorwany w Biedronce za 8zł. Wzięłam najjaśniejszy kolor, żeby rozjaśniał okolice pod oczami.

Under 20 fluid matujący w kolorze 02 naturalny. Złapały mnie już pierwsze promienie słońca i wszystkie jasne podkłady po zimie okazały się już być zbyt jasne. W Rossmannie kosztował około 10zł, więc postanowiłam wypróbować. 

Maybelline Master Precise czarny eyeliner w pisaku. Chodziłam wokół niego od dłuższego czasu i doczekałam się promocji. Prawdziwy czarny kolor, łatwo robi się nim kreski. Wstępnie jestem zadowolona :D Kosztował około 17zł.


Dwa matujące kremy BB z Eveline. Wzięłam wersje dla jasnej i śniadej karnacji. Mam zamiar mieszać je żeby uzyskać odpowiedni kolor. Każdy był po 9zł. 

Przeciwzmarszczkowy krem BB z Eveline dla mojej mamy. Nigdy o nim nic nie słyszałam, zobaczymy co na jego temat powie mamuśka. Też kosztował 9zł.

Soraya krem na dzień poprawiający koloryt skóry. Też zakup mojej mamy. Kosztował 12zł. Mama kazała dopisać, że nie ma jeszcze 50+ ale innej wersji nie było :D


***
Zakupy zaliczam do baaardzo udanych :D Odchudziłam trochę swój portfel (bardziej odchudziłam mamy :D), ale dawno nie kupowałam nic z kolorówki, więc mam usprawiedliwienie. Humor bardzo się poprawił i już nie mogę doczekać się pierwszych testów. Mam nadzieję, że to koniec zakupów chociaż poluję jeszcze na ten żółty tusz z Lovely. Też szalałyście w Rossmannie? Miałyście styczność z produktami, które kupiłam? Pozdrawiam i zmykam oglądać finał X FACTOR. Oglądacie? Komu kibicujecie? 

GAL - odżywka keratynowa w kapsułkach


Wiele dobrego słyszałam na temat rybek śmierdziuszek z witaminą A i E firmy Gal. Będąc któregoś dnia w aptece dorwałam owe rybki i ich siostrę, czyli odżywkę keratynową w kapsułkach, o której będzie dziś mowa.



Za paczkę 48 rybek płaciłam niecałe 10zł. Jest to niewiele biorąc pod uwagę wydajność kosmetyku.

Producent zaleca stosowanie odżywki na paznokcie, włosy, brwi i rzęsy. Ja używałam tylko do paznokci i włosów.




Skład: Ricinus Communis Seed Oil, Gelatin, Glycerin, Oenothera Biennis Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Malaleuca Alternifolia Leaf Water, Parfum, Tocopheryl acetate, Retinyl palmitate, CI 42051, Titanum dioxide, Mica.



W składzie znajdziemy m.in. olej rycynowy, keratynę, glicerynę, olej z wiesiołka, olej z ogórecznika i olejek z drzewa herbacianego.

PAZNOKCIE
Rybek używałam zawsze na niepomalowane paznokcie. Ukręcałam ogonek i wyciskałam po odrobince na każdy paznokieć, delikatnie wmasowując w skórki i samą płytkę. Jedna rybka zazwyczaj starczała mi zazwyczaj na dwa razy (chyba że sobie nie żałowałam produktu ;)) Efekty, które można było zaobserwować to: nawilżenie skórek, wzmocnienie paznokci i ich przyspieszony wzrost oraz zero rozdwajającej się płytki.  Po weekendzie zrobię sobie 10-dniową kurację i będę wcierać odżywkę 2 razy dziennie.  Postaram się też odstawić lakiery na ten czas.

WŁOSY
Tu odżywkę stosowałam w dwojaki sposób. Wyciskałam zawartość rybki na dłoń i wcierałam w końcówki włosów, zostawiając to na całą noc lub dodając całą rybkę do porcji maski jako ulepszacz, kiedy odżywka sama w sobie okazywała się kiepska. Efekty w obu przypadkach były bardzo podobne. Włosy były wygładzone, błyszczące i wydawały się grubsze. Odżywka nałożona na całą noc (rano myłam włosy) sprawiała, że końcówki były nawilżone, nie puszyły się i nie było widać rozdwojonych końcówek. 



Jedynymi "minusami" może być nie do końca przyjemny zapach, który mi przypomina zapach sosny i to, że po oderwaniu ogonka rybki nie można jej zakręcić. Nie zawsze zużywam całą zawartość na raz i później rybka bez ogonka leży i czeka na następne użycie. W ten sposób możemy zmarnować trochę odżywki. 

***
Miałyście kiedyś do czynienia z tą odżywką? Sprawdziła się u Was tak dobrze jak u mnie? Pozdrawiam i do przeczytania niedługo :))

Śmierdzący i "profesjonalny" bubel od Joanny


Jakiś czas temu będąc w hurtowni fryzjerskiej w oczy rzuciła mi się maska do włosów z Joanny z serii profesjonalnej. Nigdy o niej jakoś specjalnie nie słyszałam, a że cena w stosunku do pojemności była okej, więc postanowiłam wypróbować. Maska leżała trochę w szafce czekając aż stan moich włosów się polepszy i w końcu nadszedł czas na testy. 


Opis producentaKuracja do włosów z proteinami mlecznymi do włosów suchych i zniszczonych o zapachu aromatycznego kokosa. Doskonałe właściwości: maska do włosów z proteinami mlecznymi została specjalnie opracowana do stosowania w salonach fryzjerskich, wygładza włosy, nadaje im miękkość i elastyczność. Zawiera starannie dobrane składniki, które pielęgnują włosy suche i zniszczone. Znakomicie poprawia wygląd i kondycję włosów, nadając im wyjątkową jedwabistość, miękkość i połysk. Kuracja zapobiega elektryzowaniu się włosów oraz ułatwia ich rozczesywanie. 

Kurację do włosów jak wcześniej wspomniałam kupiłam w hurtowni fryzjerskiej i za 500ml produktu zapłaciłam około 14zł. Opakowanie standardowe, z dużym wieczkiem, łatwo wydobyć całą maskę z opakowania. Zapach kuracji jest zaskakujący - dla mnie pachnie jak Malibu, czyli kokos z alkoholem. I jakoś nie jest to szczególnie przyjemny zapach, który chciałabym czuć na włosach. Konsystencja jest zwarta i gęsta, produkt nie przelatuje przez palce.

SkładAqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, PEG/PPG-15/15 Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Amodimethicone, Polyquaternium-10, Paraffiunum Liquidum, Hydrolyzed Milk Protein, Hydroxyethylcellulose, Parfum, Coumarin, Citric Acid, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Moja opinia:  maski/kuracji używałam tak jak zaleca producent, czyli na 3-5 minut lub jeśli włosy są zniszczone to nałożyć czepek i wydłużyć czas działania. Nie zauważyłam większych efektów, kiedy trzymałam maskę około 20 min. Maskę zmywa się bardzo trudno, ciągle mam wrażenie, że na włosach coś jest (i podejrzewam że to sprawka parafiny). Włosy odrobinę lepiej się rozczesują, są delikatnie wygładzone. Po wysuszeniu/wyschnięciu czasami miałam włosy obciążone i nieprzyjemne w dotyku. Nie polecam tej maski, nie wiem jak i do czego zużyję to co  mi zostało. Na pewno nie poczujecie zapachu aromatycznego kokosa, tak jak pisze producent ani Wasze włosy nie będą intensywnie odżywione, nawilżone, miękkie i błyszczące. Cieszę się, że maskę mogłam przetestować i podzielić się z Wami moją opinią. 

***
W końcu wróciłam z nowym postem. Już zapomniałam jaką przyjemność sprawia mi pisanie dla Was i dla siebie.  Mam już w głowie parę nowych, wiosennych pomysłów pielęgnacyjnych i kosmetycznych. Pozdrawiam i całuję <3